• Wpisów:38
  • Średnio co: 49 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 15:11
  • Licznik odwiedzin:5 061 / 1948 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Budzik zaczął dzwonić a ja nie wiedziałam co się dzieje. Wręcz spadłam łóżka. Nie pamiętam kiedy ostatni raz obudziłam się o 9. Zwlekłam się z łóżka i w drodze do łazienki zabrałam kilka przypadkowych ciuchów które leżały na podłodze. Padło na białą bokserkę w czarne paski i jeansowe szorty. Spięłam włosy w kok i poszłam do kuchni coś zjeść. Otworzyłam lodówkę i wzięłam jogurt z kawałkami kiwi :3
Wiem, dość dziwne śniadanie ale ogólnie to nie jadam śniadań bo robi mi się nie dobrze. Nie wiem czemu... tak po prostu.
- Co u mojej kochanej córci? Wparował do kuchni tata i poklepał mnie po plecach.
- Szykuje się do pracy. Odpowiedziałam wrzucając pudełko po jogurcie do kosza.
- Słuchaj, jutro musisz jechać do szkoły i porozmawiać z psychologiem.
- Psychologiem? Jeszcze nigdy nie rozmawiałam z psychologiem.
- Spokojnie, to normalny gdy zmieniasz szkołę. Chcą się dowiedzieć czy nie jesteś nieśmiała itp. Odetknęłam z ulgą. Porozmawiałabym jeszcze z tatą ale musiałam już iść do pracy. Jejku jak to pięknie brzmi „Do Pracy”. Aż chciało mi się skakać z radości ale jednocześnie się denerwowałam. No bo co jeśli klient coś do mnie powie a ja go nie zrozumiem? O.o
Jednak nie tym przejmowałam się najbardziej. Ostatnio przestałam rozmawiać z mamą. Bardzo się zmieniła. Jestem tu już prawie 2 miesiące a z nią rozmawiałam może z 4 razy..
Mam nadzieje wszystko jednak szybko wróci do normy.
- Dzień Dobry. Weszłam nie pewnie do księgarni. Rozglądnęłam się, nikogo nie było. – Halo?
- Hej.. Ze sterty pudeł i książek wyłonił się Juan. – pomożesz?
- Pewnie. Podbiegłam i pomogłam mu się wydostać z tej sterty.
- O witaj Vanesso. Nagle zza regału wyłoniła się pani Gomez. – z tego co widzę będziesz musiała pomóc Juanowi w segregowaniu książek.
- Dobrze. Od razu zabrałam się do roboty. Przyznam że bardzo szybko nam to poszło i przy okazji lepiej poznałam Juana. Mimo że ma 17 lat świetnie się dogadujemy.
Szczęśliwa ale jednocześnie wyczerpana wróciłam do domu. Nie marzyłam o niczym innym jak położyć się do łóżka.
Taty był jeszcze w pracy więc postanowiłam wziąść gorącą kąpiel. Pamiętam zawsze gdy wracałam do domu z placu zabaw mama czekała na mnie z kąpielą. Uwielbiam to.
Po kąpieli położyłam się na łóżku i włączyłam laptopa.
Grałam w jakąś głupią operacje nogi. Oczywiście uśmierciłam w tej grze człowieczka co bardzo mnie bawiło.
„Operacja ręki!” Uśmiechnęłam się do ekranu, kursor myszki już zmierzał w kierunku tej ikonki. Jednak nagle pojawił mi się komunikat że mama dzwoni. Dość zaskoczona tą informacją odebrałam.
- Halo? Ekran był czarny. Po prostu kocham darmowe połączenia między narodowe.
- Vanessa? Ujrzałam jakiegoś chłopaka. Aż podskoczyłam.
- Kim jesteś?!
- Olivier, młodszy brat Toma. „Chwila to Tom ma brata”
- Nie ważne, co ty tam robisz... i właściwie czemu dzwonisz!?
- Od kiedy się wyprowadziłaś, mieszkam w twoim pokoju a czemu dzwonie? Bo twoja mama jest w szpitalu.
- Co?! Zbladłam a łzy zaczęły cieknąć mi po policzkach.
- Straciła przytomność.
Zamknęłam laptop i skuliłam się na łóżku. Modliłam się aby z mamą było wszystko dobrze. Żałuje że nie mogę być teraz przy niej.

*Olivier*
*Załamana Vanessa*
  • awatar NiEnOrMaLnA że aż szok: kiedy next???
  • awatar Gość: Warto było czekać <33 Oddałabyś trochę talentu?
  • awatar Gość: CZekam na kolejny Ihi <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Chciałam przeprosić wszystkich za brak nowych rozdziałów na blogu ale nie miałam czasu (testy,kartkówki itp.) Dlatego przepraszam. Postaram się aby rozdział 9 pojawił się w najbliższym czasie.
 

 
Wciąż rozpaczam po tym co się stało. Nie rozumiem czemu mnie oszukiwały.. Lepiej byłoby dla nas wszystkich gdybyśmy były szczere i po prostu sobie powiedziały "sorry nie lubię cię, zakończmy to." i tyle. Nie musiałyby nawet mówić czemu. Jeszcze Joe, ciekawe czy chodził ze mną dla zabawy. Wydaje mi się ze tak, ale ja z nim nie. Od dawna mi się podobał, nie tylko z wyglądu ale i charakteru. Jeszcze moja mama go bardzo lubiła! A to był już jakiś cud, bo moja mama jak słyszy o chłopcach to od razu złamane serce, ciąża, wykorzystanie, zaniedbanie nauki w skrócie same czarne scenariusze!Może przez własne wspomnienia bo urodziła mnie gdy miała zaledwie 17 lat. Jak widać bardziej wdałam się w tatę i to nawet lepiej, który mimo młodego wieku potrafił nad wszystkim zapanować i cieszyć się życiem.
Ale nie ważne. Postanowiłam ze dzisiaj znajdę prace, koniec obijania się! A poza tym brakuje mi kasy a mam kilka planów.
No wiec chodziłam po mieście jak sierota i rozglądałam się za jakimś ogłoszeniem o prace. Jak na złość nigdzie nie potrzebowali pracowników, nawet w zakichanym McDonaldzie! -,-
Jeszcze na dodatek zaczęło padać, No po prostu super! Co jeszcze Alex miziający się z jakaś dziewczyna? Już zaczęłam się rozglądać za nim aż tu ujrzałam Juana pukającego w szybę wystawy. Weszłam do księgarni a pani Gomez od razu przywitała mnie szczerym uśmiechem.
- Dzień Dobry Vanesso!
- Dzień Dobry, Cześć Juan.
- Hej, co u ciebie?
- Vanessia! Zza regalu wybiegła Miquela. Byłam zdziwiona ze pamięta moje imię, przecież widziałyśmy się raz.
- Hej Miguela! Przytuliłam ja po czym pobiegła do mamy.
- Spoko, szukam jakiejś pracy a u ciebie?
- Tez spoko szukasz pracy? Czekaj zapytam się mamy. Stałam i patrzyłam na rozmawiających Juana i panią Gomez. Mam nadzieje że słyszeli o jakiejś pracy.
- Vanesso a nie chciałabyś u nas pracować? Szukamy kogoś do pomocy.
- Serio?! To wspaniale. Aż podskoczyłam z radości. Lepiej być nie mogło. Praca z przyjaznymi ludźmi, blisko domu. Po prostu wspaniale.
- Gratuluje, zaczynasz jutro o 10 . Uścisnęła mi dłoń i wróciła do zamiatania podłogi. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać Sms do taty, żeby mu się pochwalić.
- No to będziemy mogli się lepiej poznać.  Uśmiechnął się do mnie Juan i poszedł na zaplecze. Cała w skowronkach wracałam do domu. Aż tu nagle idzie Alex, Pablo, Natan, Brendan i jakaś blondynka.
- Gdzie byłaś? Dzwoniliśmy!. Naskoczyli na mnie Pablo i Natan, Alex jak zawsze stał z tyłu, oczywiście pisał coś na komórce.
- Szukałam pracy. Od dziś pracuje w księgarni . Wymienili się spojrzeniami. Stałam przed nimi z założonymi rękami.
- Oh jak dobrze że ja nie muszę pracować. Westchneła jakaś farbowana blondynka. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Miałam ochotę zedrzeć jej ten złośliwy uśmieszek z twarzy.
- A ty to niby kto? Uniosłam brew. Po wyglądzie można wywnioskować że to pinda albo inaczej jak to mówiła Amanda „Panna ĘĄ.” Nie lubię takich dziewczyn, a w starej szkole było takich pełno... Ba, nawet chodziłam z kilkoma do klasy.
- Ana. A ty pewnie jesteś Vanessa. No chłopcy, skoro nasza Vanessa pracuje to ja jutro pogram z wami w piłkę. To co Alex chcesz grać ze mną w jednej drużynie? Położyła mu rękę na ramieniu a on podniósł wzrok znad telefonu.
- Pewnie. Z wielką przyjemnością. Odpowiedział jej z wielkim uśmiechem na twarzy. Aż mnie zatkało, czy to sen!? Proszę powiedzcie że to sen!
- Muszę iść. Obróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu. A miał być taki piękny dzień. Kto by pomyślał że taka Ana potrafi go zniszczyć w sekundzie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 


Uwielbiam go <3
We wtorek rozdział 8
 

 
Widziałam jedynie ciemność. Stałam na czymś miękkim i zimnym. Czułam że nie mam na sobie jedynie moje skarpetki w panterke. Światło nagle zapaliło się, wszystko dookoła mnie wskazywało na przed mieścia gdzie wcześniej mieszkałam. Padał śnieg i było dość zimno a ja miałam na sobie skarpetki, getry i za dużą koszulkę.
Chodnikiem szła jakaś dziewczynka, widać że płakała. Podeszłam bliżej, okazało się że wygląda jak ja. Ciemne długie włosy, brązowe oczy. Staneła na ganku jakiegoś domu i wyjeła kartkę ze swojego zielonego plecaka. Wchodząc zatrzasneła za sobą drzwi. Stając tak chwilę i przyglądając się domowi usłyszałam krzyki. Pobiegłam do okna domu by zobaczyć czy coś się stało. Aż się odsunełam po tym co zobaczyłam, Tom stał nad dziewczynką która leżała na ziemi. Domyślałam się co zamierza. Wbiegłam do domu ale zdaje się że mnie nie zauważyli.
- Jeszcze raz przyniesiesz mi -2 do domu a pożałujesz że żyjesz! Krzyczał na nią... właściwie na mnie z młodszych lat. Leżałam na ziemi zapłakana.
- Uciekaj!!! Szybko! Chwyciłam „siebie” za ręke po czym popchnełam Toma na ściane. Młodsza ja, stała przerażona przed drzwiami. Pokazałam jej szybko palcem by uciekała. Ja również wybiegłam za dziewczynką. Nim zdążyłam się zorientować młodsza ja była już na jezdni a kilka cm od niej czerwony ford.
- Nieee!!! Obudziłam się z krzykiem. Byłam cała mokra i roztrzęsiona. To jakiś koszmar. Chyba nic gorszego nie mogło mi się przyśnić. Wstałam i poszłam do kuchnii po szklankę wody. Spojrzałam na zegarek.... 6:12... Super.. Chyba już nie zasnę.
- Już nie śpisz? Do kuchnii wparował tata który właśnie wstał do pracy.
- Koszmar... Wtedy podszedł do mnie i przytulił. Jak byłam mała to zawsze przychodził i głaskał mnie po głowie gdy przyśniło mi się coś złego. – Spróbuj zasnąć. Pogłaskał mnie po głowie i zaczął robić sobie kanapki, a ja wróciłam do pokoju. Usiadłam na łóżku. Ten sen był okropny, wpadłam pod auto na własnych oczach. Wiem, dziwnie to brzmi ale to prawda. Wiedziałam że już nie zasnę, byłam zbyt zszkowana.
Dlatego właczyłam laptopa, na Facebooku czekały na mnie już 2wiadomości.
Austin:
„ Słuchaj może to głupio tak kablować i w ogóle, ale uznałem że powinnaś wiedzieć. Chodzi o to że słuszałem rozmowę Carly, Jennifer i Joe. Mówili że nieźle cię zrobili, że Joe od miesiąca spotykał się z Jennifer a nie z jakąś Kristen. Jeśli cię to zainteresuje dalej są razem.
......... To cześć.”
Po przeczytaniu nie uwieżyłam zbytnio. Z Austinem gadałam może 3razy mimo że chodziliśmy do jednej klasy. Poza tym Jennifer i Carly były moimi przyjaciółkami.
Amanda:
„ Hej! Co u ciebie? Wiesz że tęsknie :3
A w ogóle to chciałam Ci przekazać niezłego newasa! Jennifer i Joe są parą! Lizali się w parku! Podobno Carly powiedziała Ci że Joe miał jakąś Kristen z która spotykał się od miesiąca... Nieźle cię zrobili! Żadnej Kristen nie ma to była Jennifer. Przykro mi. Mam nadzieje że jak kiedyś przylecić to się zdzwonimy.”
Dziwne.... To nie może być prawda. Amandzie już bardziej wierzyłam bo to była moja przyjaciółka. Niestety rozdzieli nas i poszłyśmy do innych klas ale wciąż się spotykałyśmy.
A to wredne małpy! Oszukiwały mnie przez ten cały czas. Jak one mogły?! Mówiły że jesteśmy best friends 4ever!
Czuję jakby część mojego świata się zawaliła.
Łzy ciekły mi po policzkach strumieniami. Przez cały dzień leżałam na łóżku i płakałam nie odbierałam nawet telefonu. W moich słuchawkach można było usłyszeć jedynie All Time Low- Therapy.
- Van? Do mojego pokoju wparował Brendan.
- Jak się tu dostałeś? Nawet na niego nie spojrzałam. Cały czas gapiłam się w sufit.
- Drzwi były otwarte a ty nie odbierałaś telefonu.
- Nie miałam nastroju. Obróciłam sie do niego plecami. Czułam że siada na skraju łóżka.
- Co się stało?
- Długa historia.
- Mam czas. Wtedy podniosłam się, otarłam łzy i spojrzałam na niego.
- Serio? Masz ochotę słuchać o tym jak dwie dziewczyny które uważałam za przyjaciółki oszukały mnie? I znowu się rozryczałam. Brendan przytulił mnie.
- Nie płacz. Szeptał mi do ucha. Jak znam życie nie pozwoliłabym mu na to ale w tej sytuacji było mi to wszystko jedno.

*Vanessa i Brendan*
  • awatar NiEnOrMaLnA że aż szok: już czekam to wtorku :D tik-tak...(czas leci(oby szybciej))
  • awatar Gość: Biste ♥.♥
  • awatar Gość: booskiee ♥♥♥ nie mogę się doczekać :) świetnie piszesz :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Połowa lipca już za nami. Każdy mój dzień wyglądał wręcz tak samo. Godzina 10 pobudka, jakieś 15 minut potem telefon od Brendana lub Pablo, biegiem do parku by pograć w piłkę, szybki obiad w McDonald’s, wygłupy i bieganie po całym mieście, powrót do domu po 21, siedzenie do 1 w nocy na twitter. I tak dzień w dzień aż do znudzenia. Nie żebym miała coś przeciwko grze w piłkę itp. Ale za chwile sama będe wyglądać jak cheeseburger -,-
Dlatego dzsiejszy dzień postanowiłam poświęcić na przygotowanie do szkoły.
Rano umyłam głowę, wysuszłam, zjadłam śniadanie i poszłam do szkoły po listę podręczników. Idąc myślałam o mamie, która od mojego wyjazdu kompletnie się zmieniła. Coraz rzadziej ze sobą rozmawiamy, a z Carly i Jennifer to już w ogóle urwał mi się kontakt. Nie odbierając ani nie odpisują. Zupełnie inaczej to sobie wszystko wyobrażałam. Myślałam że mimo mojego wyjazdu i tak będziemy ze sobą rozmawiać.
Wchodząc do budynku szkoły zastałam panią dyrektor która rozwieszała listę uczniów.
- Dzień Dobry Vanesso, co się tu sprowadza? Przywitała mnie ciepłym uśmiechem. Pani Gomez była zupełnym przeciwieństwem mojego starego dyrektora.
- Dzień Dobry, przyszłam pod spis podręczników.
- A która klasa?
- Nie wiem...
- Oh nic nie szkodzi, tu masz liste. Podała mi kartkę z listą uczniów. Szukając wzrokiem siebie. Pierwsza lista nic, druga nic, trzecia też. Zaczełam się już niepokoić. Na szczęście na czwartej już byłam.
- Klasa 1 d.
- Już Ci przyniose, poczekaj tu. Poszła do swojego gabinetu a ja usiadłam na ławce i czekałam. Klasa faktycznie jest mała bo tylko 18 osób. Zastanawiałam się też czy wśród tych 18osób znajdę przyjciółkę. – Proszę i do zobaczenia 15 września. Spojrzałam na listę, faktycznie książek było dużo mniej. Taka jedna księgarnia jest nie daleko dlatego kupie książki od razu.
Weszłam do księgarni, była dość mała. Za kasą stał wysoki brunet, wygląda na starszego ode mnie.
- W czym mogę pomóc? Wyszczerzył się do mnie a ja zaczęłam się jak zwykle czerwienić.
- Wszystko z tej listy.. Podałam mu karteczkę choć drżała mi ręka.
- Nie jesteś stąd?
- Skąd wiesz?
- Bo w normalnej szkole nie korzystają z podręcznika "1,2,3 hiszpański jest prosty?" Zaśmiał się uroczo. " Idiot znowu!" Miałam ochotę jak najszybciej zniknąć z tego sklepu.
- Nie przedstawiłem się, Juan (czyt. Huan). Podał mi rękę.
- Vanessa.
- A ja jestem Miquel. ( Migel) Głosik dochodził z dołu. Okazało się że za ladą stoi mała dziewczyna która posiadła niesamowicie błękitne oczka.
- Taaa, to moja młodsza siostra. Ta szatynka przy regale z horrorem to moja mama Isabel.
I tak gadaliśmy jeszcze chwile, Juan wydaje się bardzo miły. Mam jednak nadzieje że poznam jakąś dziewczynę bo jak na razie mam samych kolegów. Może faktycznie zawsze miałam lepszy kontakt z chłopakami bo nie jestem zbytnio dziewczęca.

*Juan*

* Miquela*
Zapraszam na mojego drugiego bloga- http://pati-chica.blogspot.com/
 

 
Dzisiaj pierwszy raz od przeprowadzki miałam rozmawiać z mamą. Byłam podekscytowana bo tyle chciałam jej opowiedzieć. Jak tu jest pięknie i o ludziach których poznałam. Zawsze potrafiłam pogadać z mamą o chłopakach. Co bardzo dziwiło moje koleżanki. Teraz może trochę mi tego brakuje, ale zawsze mogę zadzwonić do niej.
- Halo? Ekran komputera zamigał. „Pierdzielony Skype!”
- Vanessa? Usłyszałam głos mamy i aż zebrało mi się na łzy. Bardzo za nią tęsknie ale nie dałabym rady dłużej żyć z Tomem i jego zasadami.
- Co u was? Tak naprawę chodziło mi co u mamy ale wiedziałam że Tom gdzieś się tam kręci. „Boże, co za upierdliwy człowiek”
- Wszystko dobrze lepiej mów co u ciebie?!
- Też ok! Nawet nie wiesz jak tu jest pięknie. Gadałam jak nakręcona, chyba z 2 godziny. Pewnie trwało by to dłużej gdyby nie telefon Alexa! „ Alex zadzwonił!!! Jestem w niebie!!”
- Halo? Powiedziałam to trochę jakbym dopiero się obudziła.
- Spałaś? Gdy usłyszałam jego głos aż mnie zatkało.. „ Powiedz coś! Vanessa powiedz co kolwiek!”
- Nie... Co u ciebie?
- Dobrze, słuchaj gramy dzisiaj mecz wpadniesz?
- Ale że w parku?
- Nie na stadionie. Będziesz nam kibicować? Aż poklepałam się po głowie. „ Idiot! Idiot! Ale że w parku? Idiot!!”
- Pewnie. A o której?
- Za godzinę pod lodowiskiem. I rozłączył się. Od razu wrzuciłam całą szafę na łóżko. Wtedy mój laptop piknął. Jennifer na Skype! Szybko nacisnęłam opcje: rozmowa wideo. Na szczęście odebrała.
- Jennifer pomocy! Wyłoniłam się spod sterty ciuchów.
- Co się stało?!
- Nie mam w co się ubrać!!
- Z kim, miejsce.
- Alex, Pablo, Natan i Brendan, Stadion. Wydukałam.
- Załóż to, to i do tego to! Wskazywała po kolei na rzeczy a ja tylko przytakiwałam. Pobiegłam do łazienki by się ubrać. – No cały stadion twój.
- Dzięki! Musze lecieć! Zamknęłam laptopa i wybiegłam z domu. Biegłam przez miasto co o tej porze bywało dość trudne gdyż jest to prawdziwy tor przeszkód.
- Van! Wpadłam na Brendana który wychodził z domu.
- Też na mecz?
- Nio. Odgarnął mi włosy z twarzy, pokręciłam tylko głową i pociągłam go za rękę.
- No chodź. Biegliśmy razem. Brendan cały czas się ze mną ścigał. Ja niestety nie miałam już siły. – Stój!!! To tutaj! Wykrzyczałam by się zatrzymał. Spojrzałam w stronę lodowiska. Był już tam Pablo, Natan i Alex. – Brendan? Rozglądnełam się a jego nie było. Zrezygnowałam z dalszego szukanie go i poszłam do chłopaków.
- Hej. Właśnie zgubiłam Brendana.
- Chyba go widzę.... Pokazał palcem Natan. Faktycznie to był Brendan niosący wielką pakę czipsów.
- A co z biletami? Spojrzałam na Alexa i oczekiwałam odpowiedzi od niego... Jednak był zbyt zajęty sprawdzaniem Twittera.
- Macie Vipowskie miejsca! Raczył mi odpowiedzieć, ale nawet na mnie nie spojrzał.
- Czyli ławkę rezerwowych. Szturchnął go Pablo. – Idziemy?
Ruszyliśmy. Pablo i Alex szli z przodu natomiast ja z Natanem trzymaliśmy się z tyłu i wyjadaliśmy Brendanowi czipsy. Nagle zadzwoniła moja komórka.
- One Direction!? Zakrztusił się Natan. Wkurza mnie gdy ktoś tak reaguje na 1D. Nie rozumiem tego.
- Halo?
- Zacznijmy od nowa.
- Pomyłka! Wydarłam się do telefonu. Jak Joe miał czelność dzwonić i prosić o drugą szanse. Ledwo się opanowałam. Co ja w nim widziałam!? -,-
Wreszcie doszliśmy na stadion. Chłopcy poszli do szatni a ja z Brendanem zajęłam swoje miejsca. Okazało się że jestem jedyną dziewczyną na ławce ale nad tym myślałam. Wiem, powinnam zapomnieć i cieszyć się meczem ale nie potrafię! Joe podniósł mi ciśnienie i to bardzo -,-
Nie mogłam się skupić na meczu, cały czas miałam ochotę go rozszarpać.
- Van? Popstrykał mi przed oczami Brendan, to okropne przez rozmyślenia o Joe przegapiłam mecz. Wstałam i chciałam iść pogratulować chłopakom świetnej gry lecz zamarłam. Jakaś blondi przytulała Alexa! Jest już na mojej czarnej liście i to z wykrzyknikiem a nawet dwoma! Gorzej już chyba być nie może!
Spojrzałam w górę.
- Aż tak Cię to bawi!? Wkurzona powiedziałam że muszę wracać do domu i pomóc tacie.

*Strój Vanessy*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

:)



Jaram się!!!

Follow me on Twitter: Waking_Lives
  • awatar Misiooo.: Zajebiste. ! ♥.♥
  • awatar Gość: ja też !!!! jarajmy się razem !!!!!!!! <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tata na szczęście nie zabił mnie za moje zakupy, no może trochę go zatkało i zrobił wielkie oczy... Ale... żyje
Obudziłam się w pustym domu bo ojciec poszedł do pracy. Od razu włączyłam laptopa i weszłam na facebooka.
Miałam jedną wiadomość od Jennifer.
„ Van pamiętasz jeszcze Joe? Zerwałaś z nim tydzień przed wyjazdem. Już ma inną, taką Kristen z katolickiej szkoły. Podobno spotykali się o miesiąca.”
Wkurzyłam się, tak szybko znalazł sobie pocieszenie?! Mówił że mnie kocha i w ogóle, on mnie zdradzał! Co za świnia!
Cieszę się że Jennifer mi o tym powiedziała bo wciąż za nim tęskniłam. „ Vanessa spokojnie, to tylko pospolity dupek. Jesteś w hiszpani, tu są latynosi. Spokojnie.” Próbowałam się uspokoić ale byłam gotowa iść na nogach do Campbridge i dać mu w twarz.
Chodząc po domu i łapiąc się za głowę znalazłam małe pudełeczko, a w nim nasze wspólne zdjęcie i małego misia którego mi dał.
Ubrałam się i zabrałam pudełeczko ze sobą. Postanowiłam wyrzucić je do rzeki Ebro która przepływa przez park.
Idąc zastanawiałam się jak mogłam być aż tak naiwna, spotykał się z inną od miesiąca. Idąc do parku szłam przez most zakochanych gdzie przypinali kłódki ze swoimi imieniami.. To było potworne uczucie. Przyznam że wręcz biegłam przez ten most. W końcu jednak dotarłam do parku, podeszłam do barierki i wyjęłam misia z pudełka. Zamknęłam oczy i wrzuciłam go wprost do rzeki. Następnie zdjęcie. Przedarłam je na pół. Część na którym był Joe również wrzuciłam do rzeki natomiast zdjęcie ze mną schowałam do kieszeni. Powstrzymując łzy patrzyłam jak odpływa.
- Vanessa? Odwróciłam się. To był Brendan który grał z kolegami w piłkę. – Co to jakieś rytuały? Zaśmiał się do kolegów.
- Nie ważne. Odpowiedziałam chłodno. Skrzyżowałam ręce na piersi a Brendan podszedł do mnie bliżej.
- Ej. Chodź z nami pograć co ci szkodzi? Nie będziesz przynajmniej zaśmiecać rzeki. Zgodziłam się. Brendan położył mi rękę na ramieniu i zaprowadził do kolegów. Stałam i patrzyłam się na nich a oni na mnie. – A no tak, To jest Alex, Pablo i Natan.
- Hej. Jestem Vanessa. Uśmiechnęłam się do nich choć czułam się trochę nie zręcznie.
- Więc Vanessa, będziesz grała w drużynie z Alexem.
- 2 na 3? Zdziwiłam się, ale przyznam że propozycja gry z Alexem w jednej drużynie była całkiem całkiem
- Hahaha. Alex gra za dwóch. Zaśmiał się jeden z chłopców z tego co pamiętam chyba ma na imię Natan.
- Dobra gramy! Wykrzyczał Pablo i położył piłkę na ziemi.
- Ja stoję na bramce. Poklepał mnie po ramieni Alex. Zdrętwiałam na chwile i chyba zrobiłam się lekko czerwona.
- To kto zaczyna? Zapytał Natan stojący na bramce drużyny przeciwnej.
- Wiesz, panie mają pierwszeństwo. Uśmiechnął się do mnie Brendan a ja tylko przewróciłam oczami. Zaczęła się gra. Szło mi nawet dobrze. Starałam się nie ośmieszyć przy nich. Udało mi się nawet strzelić gola, co bardzo zdziwiło chłopaków. Po meczu poszliśmy na coś do picia.
- Więc skąd jesteś? Zapytał Natan podając mi sok.
- Z Campbridge, w Anglii.
- O fajnie. Nigdy nie byłem w Anglii. Uśmiechnął się Brendan.
- To skąd jesteś?
- Z Miami na Florydzie.
- Cholernie daleko. Stwierdziłam biorąc łyk soku.
- Przyjeżdżam tu na wakacje. Mój brat tu mieszka.
To był bardzo miły dzień. W końcu kogoś tu poznałam. I mam numer telefonu Alexa... oraz Pablo i Natana.
Dzięki nim kompletnie zapomniałam o Joe.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Obudził mnie tata który hałasował w kuchni. Otrząsnełam się i poszłam do niego.
- Już nie śpisz? Lewdo widziałam na oczy.
- Już? Jest 11. Zaśmiał się po czym wrócił do robienia śniadania. Spojrzałam na zegarek faktycznie była 11. Usiadłam przy stole i napiłam się soku. – Słuchaj, pojedziemy za chwile do szkoły zawieść resztę papierów i odwiozę cię do domu bo muszę jechać do pracy.
- Wrócę na nogach.
- Na pewno?
- Ta. Może kupie sobie jeszcze parę rzeczy. Tata znowu się zaśmiał. Po śniadaniu pojechaliśmy do szkoły. Znajdowała się ona w centrum miasta. Była wielka i wyglądała bardzo nowoczesną. Gdy byliśmy w środku skierowaliśmy się do gabinetu dyrektora.
- Dzień Dobry. Powiedziała do nas starsza pani. Wyglądała na przyjazną. Miała brązowe oczy i siwe loki.
- Jestem Vanessa Dawson. Miałam donieść moje świadectwo ze szkoły. Dyrektora zabrała ode mnie świadectwo i włożyła do teczki z moim imieniem po czym uśmiechnęła się do mnie.
- Vanesso, Witaj w Escuela para los inmigrantes. (czyt. Eskuela para los imigrantes. :> wyciągneła do mnie dłoń a ja podałam jej swoją.
Wychodząc z budynku rozglądałam się za najbliższym sklepem z ciuchami.
- Tam jest coś co powinno cię zainteresować. Tata wskazał na biały sklepik. – Na pewno chcesz wracać sama?
- Tak! Chciałam tam pobiec jak najszybciej bo ujrzałam plakat One Direction.
- Do zobaczenia o 17 w domu. Pomachałam mu i szybkim krokiem ruszyłam w stronę sklepu.
Czułam ze jestem raju. W głowie słyszałam jednynie Alleluja, Alleluja. Cała ściana pełna gadżetów z One Direction. Myślałam że chyba śnie, chciałam żeby ktoś mnie uszczypnął.
Wzięłam mały koszyczek do ręki i od razu wrzuciłam tam gumową bransoletkę z napisem „I Love 1D.”, zeszyt z 1D i zdjęcie z autografem Lou.
Wyszłam ze sklepu w euforii. Wiedziałam że jeszcze tam wrócę. Obok był sklep z ciuchami. Szyby były obklejone naklejkami z napisem „Sale!”. Grzechem byłoby nie wejść.
Od razu dorwałam koszule i szorty.
Chodziłam tak od sklepu do sklepu. Wyglądałam trochę jak zakupoholiczka.
„Vanessa, to ostatni sklep.. ostatni.” Wparowałam do sklepu. Wpadła mi w oko jedna koszulka ,nie tylko mi. Jakaś brunetka wzięła ją przed mną. „ Niech będzie za mały.. proszę” modliłam się w duchu. Nie, no nie ma bata nie wciśnie się. Czekałam jak na zbawienie aż wyjdzie z przymierzalni. W końcu wyszła. Jej mina mówiła wszystko, nie zmieściła się. Wtedy wkroczyłam do akcji. Ledwo odłożyła koszulkę a już ją przechwyciłam. Szybko ruszyłam go kasy i zapłaciłam. Wychodząc ze sklepu była już obładowana. To już koniec. Przecież tata mnie zabije jak zobaczy co kupiłam. Jednak to nie koniec. Idąc ulicą mijałam jedną wystawę z torebkami. Specjalnie się wróciłam żeby sprawdzić czy mi się coś nie zdawało. O tej torbie marzyłam od dawna. Nie mogłam jej od tak nie kupić. Stałam tak przed nią i zastanawiałam się czy zaryzykować swoim życiem i ją kupić czy lepiej nie...
- To okazja, tylko 8€. Powiedziała do mnie sprzedawczyni. Miała racje to okazja, dlatego zaryzykowałam i kupiłam ją. Dzisiaj już serio nic nie kupuje, idę prosto do domu. Spuściłam nawet głowę by nie widzieć sklepowych wystaw.
- Aaaaaaa! Upadłam na ziemię. Moje zakupy leżały na chodniku a obok.... blondyn z lotniska?! Przetarłam oczy ze zdziwienia.
- Uważaj jak... no nie... Spojrzał na mnie ze złością. – Czy ty mnie śledzisz?!
- Co!? Że niby ja ciebie!? Zaśmiałam mu się w twarz. Wkurzył się jeszcze bardziej. Pozbierałam zakupy a on cały czas stał z założonymi rękami i patrzył na mnie. – Co? Zapytałam wkurzona.
- Brendan. Wyciągnął do mnie rękę. Przyznam że mnie zaskoczył.
- Vanessa. Nie pewnie podałam mu swoją dłoń. Wymieniliśmy się numerami. I każdy poszedł w swoją stronę. Powiem tylko tyle że chyba nigdy nie zrozumiem facetów
*Torebka Vanessy (ta zielona)*
*Koszulka*
*Koszula*
*Szorty*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Lot minął mi bardzo szybko, może dlatego że prawie cały przespałam. Gdy się obudziłam lądowaliśmy w Barcelonie. Widok zza okna był po prostu piękny. Nie mogłam się już doczekać spotkania z tatą, tak dawno go nie widziałam.
Koła samolotu dotknęły ziemi, ludzie zaczęli rozpinać pasy i wyciągać bagaże podręczne. Wszyscy chcieli wyjść z samolotu pierwsi dlatego stwierdziłam że poczekam. W końcu wyszłam. Zachodzące słońce wręcz oślepiało. Wsiadłam do autobusu który zawiózł nas na lotnisko. Okazało się ono ogromne. Nie wiedziałam w którą stronę iść. Przypomniałam sobie co mama mówiła.. „ Zapamiętaj kto z twojego samolotu miał bagaż i idź za nim” A wiec poszłam za pewną panią w dość wyróżniającym się kolorze włosów.. Nie sądziłam że po odbiór bagaży można aż tak długo iść. Przeszłam chyba całe lotnisko aż dotarłam po bagaż. Nareszcie na taśmie pojawiła się moja walizka i mogłam iść. Szklane drzwi otworzyły się a ja ujrzałam tłum ludzi którzy czekali. Stanęłam z boku i wyjęłam telefon z torby.
- Tato? Gdzie jesteś? Nigdzie go nie widziałam. Zdenerwowałam się trochę bo nie wiem gdzie co jest.
- Na dworze przy głównych drzwiach. Rozłączyłam się i szybkim krokiem ruszyłam w stronę drzwi. Stanęłam wręcz na środku i wzrokiem szukałam taty aż poczułam że coś we mnie uderzyło i upadłam na ziemie.
- Ałaaa! Wykrzyczałam. Obok leżał bardzo ładny blondyn. – Przepraszam... Uśmiechnęłam się. On jedynie na mnie spojrzał z wkurzoną miną.
- Uważaj gdzie stoisz. Burknął. Zrobiło mi się głupio więc szybko wstałam i usiadłam na pobliskiej ławce. „ Po prostu super. Nie jestem tu nawet godziny a już kogoś wkurzyłam. Nowy rekord” Jednak zamiast się nad sobą użalać zadzwoniłam znowu do taty.
- Spójrz w lewo. Powiedział po czym się rozłączył. Obróciłam w głowę i ujrzałam tatę. Po tylu latach w końcu go widzę. Pobiegłam w jego stronę i mocno przytuliłam.
- Zaraz wrócę tylko zapłacę za parking. Pokiwałam głową na zgodę. Tata odszedł a ja wróciłam na ławkę. Obok usiadł ten blondyn.
- Co teraz powiesz żebym uważała gdzie siadam? Zrobił zdzwioną minę. – Mogłeś być trochę grzeczniejszy.
- Mogłem. Wkurzając mnie tacy ludzie dlatego przewróciłam oczami. – A ty nie udawaj takiej księżniczki, bo to głupie. Zrobiłam wielkie oczy.
- Spadaj! Wrzasnęłam i ruszyłam w stronę taty który czekał w kolejce by zapłacić za parking. „ Co za debil! Głupek! Mam nadzieje że więcej go nie spotkam!” Gotowało się we mnie. Może faktycznie jestem trochę impulsywna ale koleś przegiął.
Tata zapłacił i wyruszyliśmy. Przed nami jeszcze około 6 godzin jazdy ponieważ tata mieszka na północy Hiszpanii a dokładniej w Logroño. Opowiadałam mu jak tam w szkole i co u mamy. On natomiast mówił mi o nowej szkole. Okazało się że jest to szkoła dla emigrantów w której uczą hiszpańskiego. Przyznam że liczyłam na normalną szkołę ale mówi się trudno. W połowie drogi urwał mi się film, obudził mnie tata mówiąc że jesteśmy na miejscu. Wysiadłam z auta i wzięłam swoją walizkę. Wjechaliśmy windą na górę. Tata otworzył mi drzwi do domu. Mój pokój był obok łazienki. Tata miał swoją. Cieszyłam się z tego faktu bo zawsze musiałam ją dzielić z mamą i Tomem.
Wyjęłam piżamę z walizki i poszłam się szybko umyć. Po tej podróży nie marzyłam o niczym innym tylko o śnie.

*Blondyn*

*Bagaż Vanessy*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Z pod poduszki dobiegała piosenka „Say Somethin” co oznaczało że trzeba wstać. Wyłączyłam budzik i spojrzałam na date w telefonie „23 Czerwca” Uśmiechnełam się do ekranu komórki i wstałam. Dzisiaj mamy zakończenie roku szkolengo co oznacza że już tylko tydzień do przeprowadzki. Aż podskoczyłam z radości. Ubrałam się i uczesałam. Wchodząc do kuchni na śniadanie zastałam jednynie kartke od mamy z poleceniami których i tak nie wykonywałam. Zmieniłam ją i wrzuciłam do kosza.
Wychodząc z domu trzasnełam drzwiami. Słyszeli to chyba wszyscy sąsiedzi. Wsadziłam słuchawki do uszu i nic już mnie nie obchodziło. Po drodze spotkałam Jennifer i Carly. Oczywiście obie rozpaczały że będzie im mnie brakować, przyznam że mi ich też ale podjełam już decyzje.
Uroczystość zakończenia roku na hali sportowej dłużyła się. Myślałam że zaraz zasne. Miałam wrażenie że dyrektor już sam nie wie o czym mówi. Świadect z czerwonym paskiem nie było za dużo więc szybko to poszło i mogliśmy iść do sal rozdać resztę świadect. Nie udało mi się zdobyć czerwonego paska. Mówi się trudno.
Zjedliśmy ciasta, wypiliśmy sok i w końcu mogliśmy iść do domu. Po szkołą żegnałam się z klasą. Czułam że muszę jak najszybciej ulotnić bo zaraz się popłacze. Zżyłam się z nimi. To była zupełnie inna klasa niż w podstawówce.
Wychodząc poza mury szkoły obróciłam się i spojrzałam na nią jeszcze raz. Będe tęsknić za tym miejscem. Wydarzyło się w nim wiele rzeczy, poznałam fajnych ludzi.
W domu zmieniłam spódnice którą mama kazała mi ubrać na wygodne szorty. Rzuciłam świadectwo na łóżko i włączyłam laptopa. Do mojego pokoju wparował Tom. Zrobiłam wielkie oczy po czym spojrzałam na godzine. Miał być jeszcze w pracy.
- Puka się. Zwróciłam mu uwagę. On jednak pokręcił głową z uśmiechem i oparł się o komode która stała koło łóżka.
- Jak dobrze że ciebie już tutaj nie będzie. Skrzyżował ręce na piersi i rzucił mi zimne spojrzenie.
- Też się cieszę. Uśmichnełam się po czym wróciłam do oglądania ciuchów.
- Trochę szacunku dla starszych od ciebie.
- Chyba starych. Zaśmiałam się pod nosem. Widziałam że Tom aż się gotuje. Był gotowy mnie uderzyć jednak do pokoju weszła mama.
- I jak tam? Zapytała siadając na moim łóżku. Podałam jej świadectwo a ona z uwagą czytała każdy punkt.
Tydzień zleciał bardzo szybko. Dopakowywałam resztę rzeczy, byłam coraz bardziej podekscytowana.
W końcu nadeszła sobota. Z samego rana pojechaliśmy na lotnisko.
Mama już w samochodzie płakała, Tom przez całą drogę się uśmiechał. Nienawidziłam go, cieszyłam się że nie będe go widywać.
Wjechaliśmy na teren lotniska, wysiadłam z auta i wyciągłam swoją walizkę z bagażnika. Weszliśmy do środka. Ruszyłam w stronę odprawy gdzie oddaje bagaż. Mama nie mogła opanować się od łez. Przytuliłam ją mocno.
- Nie chcesz skończyć tutaj 3klasy? Otarła łzy, pytała się mnie o to wiele razy.
- Już ci mówiłam że nie. Jeszcze raz ją przytuliłam. – Musze już iść. Mama tylko pokiwała głową a ja oddaliłam się. Stojąc przed szklanymi drzwiami spojrzałam jeszcze raz w ich stronę i pomachałam im. Drzwi zamkneły się a oni znikneli. Oddałam torbę do kontroli oraz karte pokładową. Wszystko było w porządku wiec mogłam iść dalej. Ruszyłam na sklepu. Kupiłam sobie coś do jedzenia i do picia. Siedziałam spokojnie i czekałam na samolot. Mama zdążyła już napisać mi sms z pytanie czy wszystko ok.

*Vanessa w swoim pokoju*
 

 
Zadawać pytania, odpowiem :3
http://ask.fm/SpritOfLove
 

 
Pamiętam to jakby to było wczoraj. Ten dzień gdy rodzice pokłócili się i to ostro. Miałam wtedy 7 lat. Siedziałam w swoim pokoju i bawiłam się lalkami gdy usłyszałam krzyki rodziców. Wyzywali się, przekrzykiwiali kto będzie się mną zajmował. Takie sytuacje w moim domu to była praktycznie codzienność. Jednak tego dnia kłótnia była chyba najgorsza ze wszystkich. Wyszłam z mojego pokoju i schowałam się za dużym kwiatkiem aby dokładniej wszystko słyszeć. Mama wykrzyczała wtedy do taty że ma dość i nie chce go więcej tutaj widzieć. Z tego wszystkiego upuściłam lalkę która upadając na podłogę przerwała kłótnie rodziców. Oboje spojrzeli na mnie po czym mama przytuliła mnie i ręką wskazała tacie drzwi. Nie mogłam opanować łez. Dla 7 letniego dziecka to był duży szok. Z dnia na dzień traci rodzica. Od tamtej pory mama ograniczała moje kontakty z tatą do zerowych. Widziałam go może 1,2 razy na 3 lata. Kilka miesięcy po rozwodzie mama zaczęła spotykać się z Tomem. Nie polubiłam go. Zabraniał mi wszystkiego. Traktował mnie jak służącą. Gdy przyniosłam do domu złą ocenę krzyczał na mnie raz nawet mnie uderzył. Mama o niczym nie wie, jest za bardzo w nim zakochana. Na szczęście udało mi się utrzymać kontakt z tatą na Skype. Opowiedziałam mu wszystko. Okazało się że o 5 lat mieszka w Hiszpanii. Postanowiłam że zamieszkam z tatą. Wzięłam się za naukę języka i oznajmiłam mamie że wyjeżdżam. Na początku protestowała ale wyjaśniłam jej że tęsknie za tatą. O dziwo się zgodziła. Od tamtej pory odliczałam dni do wyjazdu.
Tak wyglądało moje życie...
 

 
Nadszedł 3września czyli rozpoczęcie roku szkolnego. Nie mogłam się doczekać gdy w końcu zobaczę Cassie i resztę. Również ciekawiło mnie co z Maxem. Bardzo za nim tęsknie. Ale muszę to jakoś przeżyć.
Wchodząc na teren szkoły zauważyłam swoją klasę. Stali w ściśniętej grupce. Zaczęłam szukać Cassie ale jej nie znalazłam.
W końcu ktoś postukał mnie w ramie. Obróciłam się i szczęka mi opadła.
- Max! Wydarłam się po czym rzuciłam się mu na szyje. - Co tutaj robisz?
- Chodzę do szkoły. Zrobił ten swój łobuzerski uśmiech który po prostu uwielbiam. Przytuliłam go jeszcze raz po czym pocałował mnie w usta.
- Viola!!! Przerwała nam Cassie. Pobiegłam w jej stronę i mocno przytuliłam.
- Tęskniłam. Wzruszyłam się. Cassie spojrzała pytająco na Maxa. - Wiec Cassie, to mój chłopak Max. Przywitali się po czym weszliśmy do szkoły.
W klasie panowała radosna atmosfera. Wszyscy opowiadali jak spędzili wakacje, kogo poznali itp.
Do domu wracałam z Maxem. Obejmował mnie a ja wciąż nie mogłam uwierzyć że będzie chodzić do jednej szkoły. Teraz mam przyjaciółkę i chłopaka przy sobie.
Cassie zaczęła spotykać się z Kevinem którego poznała na wakacjach. Stworzyliśmy taka paczkę. Max zamieszkał kilka domów dalej. Tata wrócił z misji. Więc mama denerwowała się tylko o mnie. Tym bardziej że Max był u nas prawie codziennie.
Leda pozostała przy jednym kolorze włosów. Dokładnie czerwonym ale dobrze że codziennie nie będzie miała innego. Mówiła że poznała wielu fajnych ludzi i że już znienawidził ją jeden nauczyciel. Dla niej jest to sukces. Krótko mówiąc wszystkim się układa.
Czuje się naprawdę szczęśliwa, pozostało mi tylko dobrze się uczyć i skończyć liceum.
Zamknęłam pewien rozdział w swoim życiu. Poznałam Blaka o którym nigdy nie zapomnę oraz Louisa o którym nie jestem w stanie jeszcze mówić. Teraz zaczynam nowy etap. Ale nie zacznę go sama lecz z Maxem.


*Oto ostatni rozdział Violi jako nastolatki! Robię sobie przerwę od Violi i zaczynam pisać o Vanessie . Mam nadzieje że rozdział wam się podoba. Prolog nowego opowiadania zobaczyć prawdopodobnie w sobotę lub jutro *
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Vanessa- wysoka szatynka. Ma 15lat. Jej rodzice rozwiedli się gdy miała 7lat. Mieszka w Campbridge z matką i ojczymem. Jej ojciec mieszka w Hiszpanii. Lubi One Direction, grać w piłkę i rysować. Jest trochę chłopczycą. Nie lubi nosić spódnic i szpilek.


Olga- niska blondynka. Ma 16lat. Kocham All Time Low i One Direction. Pochodzi z Rosji ale obecnie mieszka i uczy się w Hiszpanii razem z jej starszym bratem. Interesuje się modą. Lubi śpierwać i grać na gitarze.


Selina- brunetka. Ma 15lat. Pochodzi z Niemiec ale razem z ciocią mieszka w Hiszpanii. Gra w siatkówke oraz intersuje się modą. Ma kameleona i papuge. W przyszłości chce zostać weterynarzem.


Alex- wysoki brunet o brązowych oczach. Ma 16lat. Jego prawdziwe imie to Alexander a wszyscy mówią do niego Alex. Interesuje się piłką nożną i w przyszłości chce zostać piłkarzem. Ma dwóch najlepszych przyjaciół Marco i Natan.


Pablo- szatyn z niebieskimi oczami. Jest w połowie włochem. Ma 15lat. Mieszka razem z matką i młodszym bratem. Gra w miejscowej drużynie piłki nożnej. Interesuje się również muzyką (gra na perkusji)


Natan(Dla Klocka)- wysoki brunet. Ma 15lat. Tak jak jego koledzy gra w piłke nożną oraz w koszykówke. Wolny czas spędza z przyjaciółmi lub swoim psem „Domingo”.

*Vanessa*

*Olga*

*Selina*

*Alex*

*Pablo*

*Natan*


Mam nadzieje że wam się spodoba
 

 
HEJ!
Za kilka dni dodaje ostatni rozdział historii z Violą i zaczynam nową. Mam już kilka pomysłów
Jutro postaram się dodać charakterystykę postaci. A dlaczego kończę z Viola itp.? Bo nie mam już pomysłów a poza tym wydaje mi się że jest to trochę naciągane.

<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


Uwielbiam! Kocham!! AAAA! <3
 

 
Jutro rano wracam do domu. Ostatnie wydarzenia zostaną w mojej głowie na zawsze dlatego cieszę sie z powrotu.
Podeszlam do okna, u pokoju Maxa świeciło sie światło a jego nie było. Usmiechnęlam sie i pozolylam do łóżka. Chwile pózniej telefon zapikal
"Podejdz do okna ~Max"
Wygrzebalam sie z ciepłej pościeli i stanelam w oknie. Max wyjął zza pleców kartkę z napisem "Miłych snów". Zrobiłam banana na buzi i pomachalam mu, za to posłał mi calusa.
Cała w skowronkach wróciłam do łóżka, przykrylam sie ciepła pierzyna i zasnelam....
- Viola... Kochalam cię,nadal cię kocham.. Podnioslam sie z łóżka. Czułam sie jak w jakimś horrorze. Wszędzie panowała ciemność, słyszałam tylko czujesz kroki. Cała drzalam, myślałam ze zaraz zacznę wrzeszczec i płakać. Poczułam czyjs ciepły oddech na szyji i dotyk zimnej dłoni na ramieniu.
- Zostaw mnie! Wykrzyczalam rzucając sie ma wszystkie strony. Najgorsze było to ze nie mogłam biec, nie czułam nóg.
- Viola... Światła zapalily sie, okazało sie ze jestem w sali szpitalnej razem z Blakiem.
- Blakie naprawdę przepraszam ale.. Nie dał mi dokończyć widział ze prawie plakalam.
- Viola, nie płacz. Rozumiem ze go kochasz. Jest człowiekiem a ja? Kocham cię i zawsze będę pamiętał tylko te dobre chwile. Oboje plakalismy. Nie byłam w stanie czego kolwiek powiedzieć. Patrzylam w jego oczy a on w moje, jak kiedyś. Po czym otarl łzy i podszedł do drzwi. Naciskajac klamke spojrzał na mnie.
- Żegnaj Viola. I wyszedł, na zawsze. Możliwe ze nigdy wiecej go nie zobaczę. Patrzyłam na te drzwi przez dłuższa chwile próbując sobie uświadomić co sie własnie stało.
- Żegnaj Blakie. Powiedziałam szlochajac. Położylam sie na łóżku i zamknelam oczy. Otwierając je ponownie byłam już w domu cioci.
Nadszedł ten dzień, wracam do domu. Trudno będzie mi się rozstać z Maxem ale musze to jakoś przeżyć.
Wstałam i poszłam wziąć prysznic. Zeszłam na dół, wszystko było już gotowe. Przytuliłam ciocie i wyszłam. Mama wkładała ostatnią walizkę do auta. Spojrzałam na dom Maxa.
- Pewnie jeszcze śpi.Ciocia dotknęła mojego ramienia a ja jeszcze raz się do niej przytuliłam.
- VIOLA! Obróciłam się i zobaczyłam Maxa. Biegł w moją stronę. Rzuciłam mu się na szyje. Nie mogłam opanować łez. - Nie płacz mi tu. Przytulił mnie mocniej.
- Musimy jechać. Max spojrzał na mamę później na mnie. Pocałował mnie po czym poddał kopertę.
- Otwórz ją później. Szepnął mi do uch i pocałował w policzek. Łza pociekła po moim policzku a on wytarł ją. - Nie płacz już. Pocałował mnie jeszcze raz nie zważając na to czy widzi to mama czy nie. Przytuliłam go ostatni raz i pobiegłam do auta.
Wyruszyłyśmy przed nami była długa droga. Podczas podróży urwał mi się film. Obudziłam się gdy mama zjeżdżała na stacje benzynową. Gdy wyszła z auta rzuciłam się na kopertę od Maxa. W środku był list.
"Kochałem Cię od kiedy byłem dzieckiem. Kiedy cię znalazłem moje serce znalazło dom"
Znowu się rozpłakałam. Miałam ochotę wyskoczyć z auta i biec do niego jednak byłam już za daleko.
Pozostało mi kontaktować się z nim przez Skype lub czekać do następnych wakacji.
Przez całą drogę do domu nie mogłam w to wszystko uwierzyć, jeszcze nikt nie powiedział mi czegoś takiego...
Postanowiłam napisać mu sms.
"Moje serce też znalazło dom" To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia.

*Wiem, wiem rozdział robiony na odpiernicz się*
 

 
*Jaram się tym!*


*PS. JUTRO NOWY ROZDZIAŁ!* (=´∀`)人(´∀`=)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Usłyszałam chrapanie. To był znak że jednak żyje. Otworzyłam delikatnie oczy. Ujrzałam sale szpitalną. Kremowe ściany, czarny dywan na podłodze, mała umywalka z lusterkiem i kilka kwiatków, w ostatnich miesiącach często odwiedzałam takie miejsca.
Spojrzałam w lewo. Na krześle spał Max. Ten widok sprawił że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Obróciłam głowę w prawo. Uśmiech zniknął wiedziałam że rozmowa z tą osobą nie będzie przyjemna. Przełknęłam ślinę, wzięłam wdech.
- Blake? Nawet nie drgnął. Stał i patrzył przez okno. Pomyślałam że może nie usłyszał.
- Jak mogłaś? Uderzył pięścią w ścianę. - Dlatego nie chciałaś żebym się pojawiał! Chciałaś się zabawić co? Podszedł do mnie bliżej. - I to wszystko przez tego blondaska! Powiedz jakbyś się czuła gdyby miłość twojego życia została zniszczona przez kogoś? Podszedł do Maxa który wciąż spał. Po głowie chodziły mi różne myśli. Zachowałam się potwornie wobec Louisa i Blake'a.
- Przepraszam. Łzy popłynęły po moich policzkach strumieniami. Blake wtedy podszedł do mojego łóżka.
- Myślisz że twoje przepraszam cokolwiek naprawi?! Wykrzyknął mi to prosto w twarz. Czułam się jak szmata. Brakowało tylko tego żeby Max się jeszcze obudził. - Nawet nie wiesz co ja czułem gdy widziałem cie z nim albo tym od szelek! Wtedy po policzku Blake'a również popłynęła łza.
- Viola? Spojrzałam na Maxa i zakryłam twarz rękami. - Kim ty jesteś? Domyślałam się ze teraz rozpęta się piekło.
Blake popchnął Maxa na ścianę. Najgorsze było to że nie miałam siły wstać. Zacisnęłam rękę w pięść i zaczęłam krzyczeć.
- Blake wynoś się! Wyjdź! Krzyczałam tak głośno że aż bolało mnie gardło. Blake zmierzył mnie wzrokiem po czym wyszedł trzaskając drzwiami.
Max usiadł na moim łóżku i mocno mnie przytulił. Kilka chwil później do mojego pokoju wpadła mama.
- Coś się stało widziałam Blake'a na korytarzu. Trzymała w ręku kubek kawy.
- Nie było tu nikogo. Odpowiedział jej Max bo ja nie byłam w stanie.
Najpierw śmierć Louisa a teraz Blake i to wszystko wydarzyło się w ciągu kilku dni.


*Kilka dni później*

Nadszedł dzień wypisania do domu. Za 2dni wyjeżdżałam do San Antonio bo zaczynał się rok szkolny. Leda przyszła się pożegnać ona też musiała wyjechać. Znowu zmieniła fryzurę. Pogodziła się z Maxem co było dużym sukcesem, ale wciąż siedziała mi w głowie scena z Blakiem.
Max czuwał przy mnie przez cały pobyt w szpitalu nie poszedł nawet na pogrzeb Louisa. Mówił że nie był w stanie.
Wychodząc ze szpitala obiecałam sobie że już nigdy więcej nie będę piła ani ćpała, teraz wiem jak takie rzeczy się kończą.
Gdy wróciłam do domu wyjęłam walizkę z szafy i spakowałam swoje rzeczy. Max pomagał mi się spakować. Nie opuszczał mnie ani na krok. Ostatniego dnia pobytu poszłam na cmentarz. Idąc ulicami mijałam ludzi których widziałam na imprezach. Uspokoili się. Wszystkimi wstrząsneła śmierć Lou.
Stanęłam przed grobem. Tablice zasłoniły kwiaty i znicze. Schyliłam się i odsłoniłam ja. "Louis Tomlinson" czytałam to imię i nazwisko kilka razy bo wciąż nie wierzyłam że on nie żyje. Położyłam bukiet róż na grobie i poprosiłam Boga by wybaczył mu te wszystkie rzeczy.
- Louis przepraszam że żegnamy się w takich okolicznościach, że nie powiedziałam ci wcześniej o moich uczuciach do ciebie. Nigdy o tobie nie zapomnę. Zawsze będziesz przy mnie.
Odchodząc spojrzałam jeszcze raz na niego, otarłam łzę i poszłam.

*Nie wiem czy pisać to dalej czy pozostawić w tym momencie*
  • awatar ραυℓα...♥: Świiietne ! <333
  • awatar Gość: Nie zostawiaj to jest takie zajebiste że no nie wime ;D .! Pisz pisz
  • awatar Vanish♥: wspaniały :) popłakałam się prawie przy ostatniej linijce tekstu ;( biedny Lou ;( no i biedna Viola ;( no i biedny Blake ;( szkoda mi go jest... uwielbiam twoje opowiadanie :D :D :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 


♥/ Wiem to nie rozdział ale musiałam to dodać /♥
  • awatar WakingLives: @gość: no wlasnie k**** nie! I odpisuj na facebooku jak do cb pisze jasne klocusiusiuniu?? ;*
  • awatar Gość: co k**wa nie spodziewałaś się mnie tutaj ! :p XD :*
  • awatar WakingLives: @gość: Klocek znowu ty xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kolejny dzień w New Jersey. Z samego rana napisałam do Lou że chce się spotkać, postanowiłam mu wszystko wyjaśnić. Umówiliśmy się o 10 na molo.
Przez całą drogę myślałam nad tym jak powiedzieć mu to jak najdelikatniej.
Stanęłam i zaczęłam się rozglądać. Ktoś zasłonił mi oczy rękami.
- Zgadnij kto to? Poznałam głos Louisa.
- Louis. Wymusiłam śmiech a on odsłonił mi oczy i obrócił w swoją stronę.
- Hej. Pocałował mnie. Szliśmy po molo. Wziełam wdech.
- Możemy pogadać? Nie mogłam spojrzeć na Lou.
- Pewnie, też chce ci coś powiedzieć. Usiadł na ławce.
- yyyy... ty pierwszy.
- Wiem że znamy się krótko ale jesteś dla mnie ważna. Kocham cię. Louis zrobił się tak czerwony jak jego spodnie. Kompletnie mnie zatkało.
- Louis... Przytuliłam go mocno. Łzy pociekły mi po policzkach.
- Ej ty płaczesz?
- Ehem. Wtuliłam się jeszcze mocniej. " Boże, co ja narobiłam?! Dlaczego ja!?" Czułam się paskudnie. Chłopak właśnie powiedział że mnie kocha a ja nic do niego nie czuje.
Louis odprowadzil mnie do domu i pocałował. Zamknelam sie w swoim pokoju i chcialam to wszystko jeszcze raz przemyslec.
- Spokojnie Viola, bedziesz z nim do konca wyjazdu potem napiszesz mu na facebooku ze to nie ma sensu. mowilam sama do siebie przed lusteriem. Spojrzalam na okno Maxa, siedzial przy biurku i cos pisal.
- Teskniesz za nim.
- Leda! Nie strasz mnie! Oddychalam bardzo szybko. Bylam o krok od zawalu. Wtedy zadzwonil dzwonek do drzwi, zbiegl na dol a przed moimi nogami znowu lezal list i czerwona
:Jestes wyjatkowa. Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz.:
Leda poklepala mnie po ramieniu i wyszla z domu. Ja oparlam sie o sciane. " Czy to Max mi to wszystko wysyla? " To pytanie dreczylo mnie przez reszte dnia.
Wieczorem wykąpalam sie i wlaczylam laptopa. Z nudow gralam w sims social na facbooku. Podeszłam do okna i spojrzałam na dom Maxa znowu.
- Czemu mi to zrobiłeś? Łza poleciała mi po policzku. - Ja wciąż coś do ciebie czuje, jak mogłeś? Wrzeszczałam do okna. Moją rozpacz przerwał sms od Louisa : Viola, jest impreza na plaży. Jak dasz rade to przyjdź: Wzięłam się w garść i ogarnęłam się. Odpisałam mu że z chęcią przyjdę. W końcu jestem w New Jersey ostatni tydzień. Zamykając drzwi nadepnęłam na list.
:Bądź pod wypożyczalnią desek o 22:
Spojrzałam na zegarek. Miałam 10minut żeby dojść na miejsce wiec zaczęłam biec. Dziwnym trafem dotarłam na miejsce 5minut przed czasem. Rozglądałam się dookoła i nikogo nie było. Poczekałam jeszcze chwile ale wciąż nikt się nie pojawił, wzruszyłam ramionami i powolnym krokiem ruszyłam w stronę imprezy.
- Viola! Stój! Usłyszałam znajomy głos. Obróciłam się i zdziwiłam się.
- Max? Z jednej strony chciałam go przytulić a z drugiej dać mu w twarz.
- Mam coś dla ciebie.
- Pewnie czekoladki i kwiatki co? Myślisz że one coś zmienią?! Wydarłam się na niego a on podszedł bliżej i wyciągnął zza siebie małego kotka.
- Może to chociaż trochę polepszy moją sytuacje. Uśmiechnął się niewinnie a ja wzięłam kotka na ręce i nie wiedziałam co powiedzieć. - A poza tym kwiatki już ode mnie dostałaś.
- Te listy i róże to od ciebie? Przytuliłam kotka. Był malutki i puchaty.
- Viola ja naprawdę przepraszam. Ja po prostu chciałem żeby Leda się zamknęła. - Przez cały czas żałowałem tego co zrobiłem, do tej pory żałuje. Łza poleciała mi ze wzruszenia którą Max wytarł rękawem swojej bluzy. - Nie liczę nawet że zerwiesz dla mnie z Louisem. Chciałem cię tylko przeprosić.
- Słuchaj, z Lou byłam tylko po to żeby cię wkurzyć... Zaczerwieniłam się a Max ujął moją twarz rękami i pocałował.
- Ty gnoju! Louis szedł a raczej zataczał się w naszą stronę.
- Louis stój! Jesteś pijany! Krzyczałam do niego ale on szedł w moją stronę z pięściami.
- Zostaw ją! Max stanął w mojej obronie i popchnął Louisa. Lou spojrzał na nas i odszedł. - Chodź. Max otoczył mnie ramieniem i zaprowadził do siebie. Usiadł na łóżku a ja obok niego.
- Trochę się tu zmieniło.
- Wiesz ostatni raz byłaś tu jakieś 6lat temu. Położył mi głowę na kolanach, odłożyłam kotka na bok i zaczęłam bawić się jego blond włosami. - Nawet nie wiesz jak się ciesze. Spojrzał mi prosto w oczy. Schyliłam się i pocałowałam go.
Zadzwoniłam komórka Maxa. Bawiłam się z kotem gdy zauważyłam że Max się rozłączył i osunął się na podłogę.
- Coś się stało? Podeszłam bliżej. Max był blady.
- Louis zaćpał się na śmierć... Wybiegłam z domu Maxa na ulicę. Łzy ciekły mi po policzkach. Chciałam pobiec na plaże lecz nie zdążyłam, jedyne co usłyszałam to pisk opon czarnego jeepa wyjeżdżającego zza rogu i przeszywający mnie ból.
- Nie odlatuj mi tu! Ledwo przytomna zobaczyłam Maxa który jedną ręką trzymaj moją zakrwawioną dłoń a w drugiej telefon. Klęczał przy mnie i płakał. Nic więcej nie zobaczyłam bo wszystko zrobiło się czarne.
 

 
Wzięłam szybki prysznic, założyłam czarna bokserkę z zespołem All Time Low, jeansowe szorty z ćwiekami i czarne trampki.
- Viola mogę wejść? Leda stanęła w drzwiach pokoju.
- Pewnie. Usiadła na łóżku i uśmiechała się do mnie. - Co? Uniosłam brew ze zdziwienia.
- No powiedz, co jest miedzy tobą a Louisem?
- To kolega... Przewróciłam oczami.
- A pamiętasz o zemście? Położyła się na łóżku.
- Nie chce skrzywdzić Louisa. Leda szybko się podniosła i spojrzała na mnie.
- A Maxowi to wolno cię krzywdzić!? Zmarszczyła czoło.
- No nie... Ale Louis nie ma z tym nic wspólnego. Podeszłam do okna i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Max tulił jakąś blondynkę. Nogi mi się ugięły. - Dobra... Muszę się zemścić. Obróciłam się do Ledy.
Louis przyszedł po mnie punktualnie. Rzuciłam mu się na szyje a on pocałował mnie w czoło. Przez cała drogę na plaże trzymaliśmy się za ręce.
- Przyniosę coś do picia. Pokiwałam głową a Louis wszedł w tłum ludzi. Usiadłam na piasku i czekałam aż wróci.
- Możemy pogadać? Uniosłam głowę, Max stał przed mną.
- Chyba nie mamy o czym. Wstałam i spojrzałam mu w oczy.
- Wiem jak to wyglądało ale to nie tak! Zaczął się tłumaczyć gdy nadszedł Louis i otoczył mnie ramieniem. Max tylko pokręcił głową i odszedł.
- Nie przejmuj się. Louis przytulił mnie, nasze oczy się spotkały. Uśmiechnęłam się a on dotknął mojego policzka.
- Zawróciłaś mi w głowie. Wyszeptał mi do ucha po czym pocałował w usta.
Szaleliśmy razem dopóki nie urwał mi się film.
Obudziłam się dopiero w swoim pokoju. Na komodzie przy łóżku leżała karteczka.
: Nie musisz dziękować za oprowadzenie do domu, to mój obowiązek:
- Oj Louis. Powiedziałam sama do siebie. Wstałam i oporządziłam się.
Włączyłam laptopa, Cassie była na facebooku.
Postanowiłam jej opowiedzieć o Louisie.
Rozmawiałyśmy przed dobre dwie godziny, nawet nie wiem kiedy do mojego pokoju wszedł Lou.
- Co ty tu robisz? Zaśmiał się po czym podał mi białą róże i pocałował w policzek. Było niezręcznie bo ja nic do niego czuje ale nie wiem jak mu to powiedzieć.
Poszliśmy plażą, Louis cały czas mnie obejmował.
- Będziesz za mną tęsknił? Powiedziałam cokolwiek by przerwać ciszę.
- Oczywiście. Pocałował mnie delikatnie w usta.
Uśmiechnęłam się do niego.
Później odprowadził mnie i ucałował. Kilka minut po moim wejściu ktoś zapukał do drzwi. Na wycieraczce leżała biała koperta i czerwona róża.
: Viola, nawet nie wiesz ile dla mnie znaczysz. Znamy się tak naprawdę krótko a ja wiem że jesteś dla mnie najważniejsza. :
To na pewno Louis, czułam się podle że go okłamuję. Muszę mu jak najszybciej wszystko wyjaśnić.

 

 
Louis nie odbierał, pewnie jeszcze spał.
- Idę się przejść. Wyszłam z domu i ruszyłam w kierunku plaży. Ledwo powstrzymywałam łzy.
Usiadłam na piasku i patrzyłam przed siebie. Zastanawiałam się dlaczego tak ze mną postąpił? Znaliśmy się tyle lat. W tym momencie łza pociekła mi po policzku, otarłam ją.
- Viola.. Nie warto. Nie warto...
- Czego nie warto? Obróciłam się, Louis stał tuż za mną.
- Oh.. Hej.. Dzwoniłam. Spuściłam wzrok.
- Zgubiłem telefon. Mogę? Wskazał palcem na miejsce obok mnie.
- Pewnie, jak to zgubiłeś telefon. Patrzyłam na niego gdy siadał obok.
- Ostatnio trochę zaszaleliśmy. Zaśmiał się.- Widzę że spasowała ci moja koszulka. Zaczerwieniłam się.
- Taaaa.. Wygodna jest. Jednak ciekawi mnie co stało się z moim swetrem. Uniosłam brew.
- Jest w mojej szafie. Wymieniliśmy się ciuchami. Nie pamiętasz? Znowu się uśmiechnął. Pokręciłam głową. Louis położył się na piasku. Siedzieliśmy w milczeniu, którą przerwał mój telefon. Dzwonił Max, odrzuciłam połączenie.
- Nie odbierasz? Zdziwił się.
- Nie mam ochoty z tym kimś rozmawiać. Spojrzałam w dal i zmarszczyłam czoło ze złości.
- A wiec czemu mówiłaś że nie warto?
- Nie chce wyjeżdżać. Przygryzłam wargę, Louis zaśmiał się.
- Dopiero przyjechałaś, o co chodzi? Spojrzał mi prosto w oczy. Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam mu tą całą historie z Maxem. Słuchał uważnie a gdy skończyłam objął mnie.
- W ramach pocieszenia zapraszam cię na lody. Wstał po czym wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wstać. Kupiliśmy lody i spacerowaliśmy po mieście. Śmialiśmy się, rozmawialiśmy zupełnie zapomniałam o Maxie. Komórka piknęła w mojej kieszeni. Nie zwróciłam na nią uwagi.
Później poszliśmy do parku na plac zabaw.
- Kurde, muszę wracać do domu. Spojrzałam na zegarek w telefonie.
- Odprowadzę cię. Zaproponował z uśmiechem Louis.
- Skoro chcesz.
Louis odprowadził mnie pod same drzwi.
- Może spotkamy się jutro?
- Wiesz... Kumple organizują dzisiaj o 22 impreze na plaży, może pójdziesz ze mną? Louis zaczerwienił się.
- Pewnie że pójdę. Przytulił się do niego.
- Przyjdę po ciebie o 21:40. Pocałował mnie w czoło i odszedł. Patrzyłam jak odchodzi i wbiegłam do domu.
Zapukałam do pokoju Ledy.
- Właź! Krzyknęła. Otworzyłam drzwi, Leda stała przed lustrem i przymierzała bluzki.
- Geniuszu! Przytuliłam ją mocno. - Louis zaprosił mnie dzisiaj na imprezę.
- No widzisz! A ta impreza jest na plaży? Uśmiechnęła się. Pokiwałam głową. - Też na nią idę ale z Chrisem.
- To widzimy się na imprezie. Wyszłam z pokoju i poszłam do siebie. Wyjęłam komórkę z kieszeni.
: Viola, przepraszam. To nie tak jak myślisz. Spotkajmy się. Wszystko ci wyjaśnię: Pokręciłam tylko głową i usunęłam wiadomość.
 

 
Hej! Tym razem nie rozdział a krótka informacj. Jak dobrze wiecie niestety w poniedziałek zaczyna się rok szkolny, wiec nie bede miała za duzo czasu. Nie to nie znaczy że przestaje pisać tylko rozdziały bede dodawala raczej w soboty rano lub niedziele.
/ Chcialam podziekowac Klockowi (Natali) za pomoc w pisaniu. Za te wszystkie pomysly i nasze dyskusje po nocach na facebooku. DZIEKUJE ;* /
Zapraszam tez na mojego drugiego bloga w ktorym opisuje swoje zycie --> http://pati-chica.blogspot.com/?m=0

~ Wide Awake
 

 
Otworzyłam delikatnie oczy. Przywitały mnie promyki słońca ogrzewajace moja twarz oraz potworny bół głowy. Rozglądnełam się po pokoju. Wyskoczyłam z łóżka. Nie byłam w swoim pokoju tylko Maxa który wciąż spał. Chciałam jak najszybciej wrócić do domu wiec zaczełam szukać swoich butów. Przez przypadek uderzyłam głowa o stół.
- Co jest? Max poczochrał swoje blond włosy, podniósł się i okazało się że jest bez koszulki. Nogi mi się ugieły.
- Ty.. ty nie masz koszulki..? Byłam w szoku, po głowie krążyły mi różne scenariusze.
- A co nie podoba ci się? Zapytał przecierajac oczy. Nawet w takich chwilach potrafił żartować.
- Eh. Prawda że do niczego nie doszło...? Zaczerwieniłam się.
- Proszę cię. Zasnełaś w połowie. Posmutniał.
- Połowie!? Zbadłam natychmiast. Złapałam się za głowe.
- Zartowałem. Smiał się. Max wstał i podszedł do lusterka. Zaczełam się z niego smiać.
Wzruszył ramionami nie wiedząc o co mi chodzi. Wskazałam palcem na jego skarpetki.
- SpongeBob!? Pękałam ze śmiechu.
- No co? Ty lepiej spójrz na siebie. Podeszłam do lusterka. Aż mnie cofneło. Max tylko otoczył mnie ramieniem.
- To Louisa! Patrzyłam w lustro i zastanawiałam się czemu mam na sobie koszulke Louisa.
- Wczoraj nieźle zabalowaliście, ale nie poszliście ze sobą do łóżka spokojnie. Max zapinał guziki od białej koszuli w czarną krate.
- Idz lepiej spać. Naciskałam klamke od drzwi od jego pokoju.
- Nie, pojde cię odprowadzić. Usiadł na łóżku i wciskał swoja stope do zielonego trampka.
- Mieszkam obok.... Uśmiechnełam się. Max wstał i podszedł do mnie.
- Możesz nawet mieszakać w pokoju obok a i tak cię odprowadze. Pocałował mnie w policzek. Znowu sie zaczerwieniłam.
Max przez cała droge do domu trzymał mnie na ręke. Zapukał do drzwi. Otworzyła je mama która odetchneła z ulgą.
- Viola nareszcie! Tak się martwiłam. Dziekuje Max ze ja odprowadziłeś. Usmiechneła sie do niego.
- Taaaa. Oglądaliśmy z Violą film do północy i biedaczka zasneła u mnie na kanapie a spała tak słodko że nie miałem serca jej budzić. Słuchałam tego co mówi Max i ledwo opanowałam śmiech. Mama pokręciła głową i poszła na góre. Max spojrzał na mnie i przyciagnoł do siebie.
- Co ty kombinujesz? Usmiechenłam się do niego.
- Chce cię najnormalniej w świecie pocałować. Nachylił się i pocałował mnie w usta.
- Ekhem. Podskoczyłam przerażona. Za nami stała ciotka Irma ze skrzyżowanymi rekami na piersi.
- Także ten.... zadzwonie.... Max cały czerwony na twarzy poprawiał czapke i poszedł. Ja poszłam na góre.
Położyłam się na łóżku i zaczełam śmiać, sama nie wiem z czego. Tak poprostu.
- Co cię tak bawi? Leda wparowała do mojego pokoju z mokrymi włosami.
- Max, jest taki słodki. Smiałam się jeszcze głosniej. Ona usiadła na łóżku ze zdziwiona mina.
- Max? Podniosłam głowe i spojrzałam na Lede.
- Masz czerwone włosy?
- Taaaaaaaaa... A ty tunel!? Zeskoczyłam i biegiem ruszyłam do łazienki. Stanełam przed lusterkiem i zaczełam ogladać swoje uszy. A lewym uchu miałam tunel dość mały ale jednak.
Leda stała oparta o drzwi.
- Chyba za dużo wczoraj wypiłam. W tym momencie Leda się wkurzyła.
- Zabije go! Wybiegła z łazienki.
- Stój! Probowałam ją zatrzymać. Wybiegłam z domu za nią. Pobiegłam do Maxa. Nie mogłam uwiezyć w to co widzę. Podeszłam bliżej. Max całował Lede. Łzy ciekły mi po policzkach. Podeszłam do Maxa i przywaliłam mu. Nie spojrzałam nawet na Lede. Poszłam do domu i zamknełam się w swoim pokoju.
- Viola otworz! Leda dobijała sie do mnie. – On mnie pocałował! To kretyn całuje wszystkie!
Leda miała racje to kretyn, ale słodki kretyn. Otworzyłam jej drzwi do pokoju. Rzuciła mi się na szyje.
- Przepraszam! Ale to on mnie pocałował!.
- To nie twoja wina. Otarłam łzy.
- Ej. Odegraj się na nim. Zacznij spotykać się z innym. Położyła mi ręke na ramieniu.
- Ale z kim..? Odgarnełam włosy do tyłu.
- Może z włascicielem tej kiepskiej koszulki. Wskazywała na T-shirt który mam na sobie. Kompletnie zapomniałam że wciaż mam na sobie koszulke Louisa. Postukałam się po głowie i zadzwoniłam do Louisa.

A z kim według was powinna być Viola?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Siedzialysmy z Ledą u mnie w pokoju. Opowiadałam jej o Blaku, oczywiscie mowilam ze jest normalnym chlopakiem a nie strozem.
- Wiec mowisz ze jestescie z Blakiem od tygodnia? Usmiechnela sie i zacierala rece.
- No mniej wiecej.. ej co to? Odwrocilam sie w strone okna z ktorego dobiegal halas. Leda podeszla blizej az wkomcu otworzyla okno.
- Ej Halliday! Nudzi ci sie?! Wykrzyczala przez okno. Stalam z boku, kątem oka zobaczylam Maxa.
- Kurde Franks! Nie mam ochoty z tobą rozmawiac!
- To z kim?! Znowu sie wydarla.
- Z Viola! Przeciez to okno w jej pokoju. Leda pokrecila tylko glowa i poszla do siebie wtedy ja podeszlam do okna.
- Max o co chodzi? Wtedy wziol kartek do reki i zaczol cos na niej pisac.
Stalam w oknie zdziwiona a Max wciaz cos bazgral. Gdy skonczyl odwrocil kartke w moja strone.
- Nie chowaj swej urody przed swiatem chodz do mnie na impreze? Przeczytalam na glos smiejac sie.
- No La Mont! Wakacje sa! Zrobil mine szczeniaka.
- Ok. Ale tylko ma godzine. Podskoczyl aja zamknelam okno. Wyciagnelam z szafy jeansowe szorty, czarny top i dziurawy sweter.
Otworzylam drzwi a Max stal za nimi.
- Ja tylko sprawdzalem czy faktycznie przyjdziesz. Zaczerwienil sie.
- Przeciez mowilam ze przyjde. Poczochralam jego blond grzywke. Max z usmiechem objol mnie w pasie, oparlam sie plecami o sciane domu. Patrzylam Maxowi w oczy gdy on nagle mnie pocalowal.
- Blake. Powiedzialam probujac mu sie wyrwac.
- No i? To niezobowiazujacy pocalunek. Usmiechnol sie lobuzersko i pociagnol mnie za reke. W jego domu bylo peln ludzi. Tanczyli na stole, pili, pali itp.
-chodz przedstawie ci mojego kumpla a raczej jdnego z.. Zaprowadzil mnie do stolika z przekaskami. Stal tam wysoki szatyn z niebieskimi oczami i zaczesana do gory grzywka w czerwonych rurkach i bialej bluze w czarne paski.
- Louis. Wyciagnol do mnie reke.
- Viola. Uscisnelam jego dlon.
- No to ja ide do tej pieknosci. Wskazywal palcem na blondynke tanczac przy schodach.
- No wiec ten... pijesz? podal mi czerwony platikowy kubek.
- Nie pije.. Skrzyzowalam rece na piersi i odsunelam sie.
- Oj no wez. Zabaw sie. Max mowil ze jestes sztywna. Podsunol mi kubek pod sam nos
- Czyzby? Unioslam brew. Spojrzama n zawartosc kubka. Viola raz sie zyje pomyslama. Wzielam go do reki i szybko wypilam. Louis sie zasmial.
- Wiec slonce, skad jestes? otoczyl mnie ramieniem.
- Dla ciebie to z wyspy marzen. Usmiechnelam sie zlosliwie.
- Po alkoholu jezyk ci sie wyostrza. Moze jeszcze? podal mi kolejny kubek. Zawachalam sie. Ostroznie wyciagnelam reke by siegnac po drinka.
- Bierz nie mamy calej nocy! Wzielam go szybko i tak samo jak wczesnijszego wypilam za jednym zamachem.
- To Louis powiedz mi cos o sobie.. Polozylam jedna reke na stole.
- Wiec, mam juz 18lat. Ucze sie w liceum. Pije, pale, biore i pewnie teraz jestem skreslony w twych pięknych oczach?
- Musze do łazienki.. Wymyśliłam to próbując uniknąć odpowiedzi. Przeciskałam się przez tłum ludzi. Wślizgnełam się do łazienki i stanełam przed lustrem.
- Nienawidze takich miejsc. Wziełam kilka wdechów
- To co tutaj robisz? Zapytał znajomy głos.
- Max? Podniosłam głowe i w lusterku widziałam Blake.
- Max? Kto to? Uniósł brew.
- Kolega.. Przyjaciel z dzieciństwa, a ty co tu robisz!? Mówiłam żebyś się nie pokazywał! Szybko zmieniłam temat.
- Już mnie nie zobaczysz. Mówił z uśmiechem. Pocałował mnie w usta i zniknoł.
Wytarłam pod z czoła i wyszłam z łazienki.
- Coś cię wessało. Powiedział Max śmiejąc się.
- Bardzo śmieszne! Wkurzyłam się i zaczęłam go łaskotać. Znowu przyparł mnie do ściany.
- Twój chłopak nie musi wiedzieć. Pocałował mnie w usta. Odwzajemniłam to.
- Nie musi. Spojrzałam mu w oczy. Otoczył mnie ramieniem i poszliśmy w sam środek imprezy.
Tańczyłam,piłam po prostu się bawiłam. Nikt się tego po mnie spodziewał.


Polubisz moja strone na facebooku? http://www.facebook.com/pages/A-mo%C5%BCe-pomasowa%C4%87-ci-dupk%C4%99-Pewnie-boli-po-tym-upadku-z-nieba/134196110051664

Pytanie: Który bohater wydaje wam się najfajniejszy? Louis, Blake czy może Max?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Po rozpakowaniu sie poszlam z Leda na spacer po plazy. Leda jest wysoka, szczupla, ma dlugie wlosy czesto innego koloru. Narazie sa niebieskie. Ma kolczyk w wardze i nosie.
- Wiec jak tam w San Antonio? Cos sie zmienilo? Wlozyla kosmyk wlosow za ucho odslaniajac bialy tunel w lewym uchu.
- Wlasciwie to nic. Mama pozwolila ci na rozpychacz? Zdziwilam sie, przeciez jej mama kategorycznie zabraniala jej takich rzeczy.
- No wiesz, dostalam sie do dobrego liceum tyle ze jest dosc daleko wiec bede mieszkac w internacie.
- I co w zwiazku z tym?
- To ze mialam z mama taki uklad. Jesli dostane sie do dobrego liceum to pozwoli mi na tunele.
Wrocilysmy do domu. Umylam sie i polozylam na lozku. Obrocilam glowe i zorientowalam sie ze Blake lezy obok.
- Blake mowilam ci zebys sie nie pokazywal dla bezpieczenstwa! Blake posmutnial.
- Chcialem dobrze, a poza tym i tak sie pojawie gdy bedziesz w niebezpieczenstwie.
- Ale nie jestem. Przewrocilam oczami.
- Juz mnie nie ma. Ucalowal mnie w nos i zniknol. Nudzilo mi sie wiec ubralam bluze i wyszlam przed dom. Blondyn ktorego widzialam na poczatku wlasnie wracal do domu. Przygladalam mu sie, wkoncu on obrocil sie w moja strone. Podeszdl blizej ogrodzenia.
- Viola? Viola La Mont? Kiwnelam glowa.
- A ty to...? Chlopak usmiechnol sie.
- Max. Bawilismy sie razem gdy tu przyjezdzalas. Nie pamietasz? Mielismy wtedy 5lat. Przypomnialam sobie wszystko. Usmiechnelam sie od ucha do ucha. Bawilam sie z nim kazdego lata no dopoki ktorys wakacji ja przyjechalam a on wyjechal na wakacje i tak sie mijalismy.
-Dasz sie zaprosic na spacer? Wyciagnal do mnie reke.
- Moze jutro. Jest dosc pozno. Usmiechnelam sie i ruszylam w strone domu.
- Badz gotowa o 11. Krzyczal do mnie.
Przez reszte nocy wspominalam chwile spedzone z Maxem. Wtedy telefon piknol pod mija poduszka. Wyjelam go i otworzylam wiadomosc.
: Hej Viola! Jak tam u cioci? Gadalam dzisiaj z takim Kevinem. Chyba sie zakochalam <3. Spotkalam takze Blaka pytal sie co z tb, powiedzialam zedobrze i nie zgadniesz co sie dowiedzialam. Jetescie para! o_O.
Szybko jej odpisalam. Zupelnie zapomnialam jej powiedziec ze tak jakby Blake to moj chlopak.
: U cioci fajnie. Spotkalam Maxa mojego kologe z dziecinstwa. Wiem... Niebylo okazji zeby ci to powiedziec. Nie chcialam.przez Sms.... Sorki.
Pisalysmy przez reszte nocy.. znaczy dopoki nie urwal mi sie film.
- Viola? Pobudka!!! Ktos wrzasnol mi do ucha tak ze az podskoczylam.
- Max oszalales?! Rzucilam w niego poduszka.
- Czekalem na ciebie, zapomnialas? Mielismy sie spotkac o 11.. Pokazywal na swoj zegarek ktory wskazywal 11:30. Szybsko wyskoczylam z lozka i pobieglam do lazienki lapiac przypadkowe rzeczy wiszace na krzesle.
- Ej spokojnie. Zwijal sie ze smiechu n moim.lozku Max.
- Juz!! Wykrzyczalam wypadajacz lazienki.
Poszlismy pasazem.
- Wiec co sie u ciebie zmienilo? Spojrzal mi w oczy.
- Wiesz.. Tata wyjechal do Afganistanu, mam przyjaciolke Cassie i od kilku dni spotykam sie z takim Blakiem.
- Kurde a myslalem ze jestes wolna, trudno. Zasmial sie. - Nie no tal serio to w tym roku koncze liceum. Ej mam swietny pomysl. Moi rodzice wyjechali na wakacje wec moze zrobimy impreze?
- No nie wiem... Nikogo tu nie znam oprocz ciebie i Ledy. Pozatym nie lubie imprez. Sposcilam glowe.
- Oj La Mont od kiedy pamietam bylas sztywna i grzeczna. Jestes w New Jersey i sa wakacje. Zaszalej. Usmiechnol sie do mnie po czym zrobil szczeniece oczka.
- No dobra. Przytulil mnie.
/ Uff sie rozpisalam. /

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
- Viola.. Viola wstawaj. Otworzyłam delikatnie oczy. Mama stała nademna.
- Juz, juz wstaje. Podnioslam sie i odgarnelam wlosy z twarzy. Mama wyszla z mojego pokoju. Siegnelam pod poduszke po telefon. Nacisnelam guzik a blask ekranu razil mnie w oczy. Byla dopiero 54. Wstalam i ruszylam do lazienki. Bylam polprzytomna. Umylam buzie i zwiazalam wlosy w kucyk. Ubralam mietowe szorty i bialy luzny t-shirt z czarnym sercem. Zeszlam na dol na sniadanie. Mama jak zwykle stala przy oknie i pila kawe.
- Jedz, jedz przed nami dluga droga. Podnioslam glowe znad miski i kiwnelam glowa. Umylam miske po platkach i pomoglam mamie z walizkami. Zaczol padac deszcz wiec szybko wsiadlysmy i ruszylysmy. Stare przeboje brzmialy w aucie a miasto budzilo sie do zycia. Zegnaj San Antonio, zobaczymy sie za 2 tygodnie. Ciotka Irma ma duzy dom wiec zostajemy u niej dluzej niz mialysmy. Ciekawilo mnie jednak w jakim stylu teraz go urzadzila. Byl juz w stylu lat 70, orientalny i nowoczesny, jednak to nie wszystko wraz ze zmiana wystroju ciotka zmieniala partnerow. Mimo ze ma juz 42lata to wciaz ma branie u 20-30 latkow. Trudno jej sie dziwic. Ma swietna figure, piekne dlugie czarne wlosy i niebieskie oczy. Zero zmarszczek. Duzy dom przy plazy w New Jersey.
- Viola ide po ciastko kupic ci cos? Obudzil mnie glos mamy ktora zatrzymala sie na stacji.
- Wode... Spojrzalam na nia z usmiechem po czym ona wysiadla z auta. Telefon piknoł mi w kieszeni. Otworzylam wiadomosc.
: Viola juz wrocilam! Mam caly notes telefonow, facebookow i skaypow! Musimy sie spotakc znalazlam ci juz 14 swietnych anglikow!: Zaczelam sie smiac. Uwielbialam Cassie. Jednak musialam jej odpisac ze sie narazie nie spotkamy.
Mama wrocila i ruszylysmy dalej. Droga dluzyla sie i dluzyla jednak dojechalysmy. Ciotka i jej corka Leda z 2 malzenstwa czekaly juz przy podjezdzie.
- Viola! Przytulila mnie mocno Leda przydeptujac palce u nog swoimi glanami. Gdy wyplatalam sie z jej uscisku ruszylam do auta by wyciagnac swoja walizke. Telefon znowu zapikal w mojej kieszeni. Otworzylam kolejna wiadomosc.
: Nie minol dzien a ja juz tesknie ;* / Blake : Usmiechnelam sie do telefonu. Podnioslam wzrok i ujrzalam wysokiego blondyna siedzacego na podjezdzie domu obok. Wydawal mi sie znajomy. Przygladalismy sie sobie tak kilka minut.
 

 
Kolejne nudne wtorkowe popłudnie .Lipiec dobiega końca. Leże na kanapie i wracam do tamtego spaceru z Blakiem. Gdy mnie pocałował. Zastanawiałam sie czy to wszystko nie dzieje sie za szybko... Jeszcze do mnie nie dotarlo ze Blake jest mom strozem.
-Juz jestem. Mama weszla do domu. Zeskoczylam z kanapy.
- Oh Viola mialas sie pakowac! Wiesz ze jutro wyjezdzamy do ciotki.
Tak szczerze to kompletnie o tym zapomnialam.
- juz ide. Zawleklam sie na gore i wyciaglam mala czarna walizke z szafy. Polozylam ja na lozku i usiadlam obok.
- Tez nie lubialem pakowania. Pojawil sie przed mna Blake i zanim zdarzylam co.kolwiek powiedziec pocalowal mnie.
- Chyba nikt tego nie lubi.. Usmiechnelam sie do niego. Otworztlam walizke i wyciaglam z komody bielizne i kilka kosmetkow z szafki.
Blake podszedl do mnie i objoł za biodra. Patrzylismy sobie w oczy. Czulam ze caly swiat dookola nas umiera. Gdy zadzwonila moja komorka.
- Halo?
- Za halo w morde daja.
- Cassie! Jak tam w Londynie? Usmiechne sie do telefonu.
- Przeceny, przeceny i sexy chlopcy. Cala Cassie ale kochalam ja taka.
- Nie watpie. Ja wlasnie sie pakuje.
- Co roczny zlot rodzinny u ciotki Irmy?
- Dokladnie.
- Sorki musze konczyc. Przywioze ci cos ladnego. Schowalam teleon do kieszeni szortow.
- Blake? Rozgladnelam sie dookola. Nigdzie go.nie bylo.
Wzruszylam ramionami i wrocilam pakowania. Nie mialam ochoty jechac do cioci. Zjezdza sie do niej cala rodzina. Wszytsko wyglada dosc sztucznie. Pytaja o twoje stopnie, znajomych, czy masz chlopaka, Mowia ze uroslas i tak co roku az do znudzenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Myłam głowe. Nie lubie swoich włosów. Okropnię się kręcą. Wypłukałam szampon i podniosłam głowe. Spojrzałam w lustro.
" Nienawidze swoich włosów! "
- Mnie się podobają. Podskoczyłam ze strachu. Obróciłam się.
- Blake! Możesz mnie nie straszyć? Śmiał się. Uniosłam brew i zaczełam rozczesywać włosy.
- Dasz się zaprosić na spacer? Jest piękna pogoda? Szczerzył się.
- Musze wysuszyć włosy.
- To ja poczekam. Wyszedł z łazienki.
Gdy skończyłam nie było go. Wzryszłam ramionami i poszłam do pokoju. Blake siedział na łóżku. Był ubrany w biały obcisły t-shirt z dekoltem w serek, szare rurki i czarne trampki. Trzymał w ręku róże.
- Dla ciebie. Wstał i podał mi ją. Zrobiłam się czerwona. Chwycił moją dłoń i wszyliśmy z domu.
Szliśmy wałem. Blake milczał przez wiekszość drogi.
- Jak tu pięknie. Spojrzałam w przed siebie.
Blake stał z tyłu ze spuszczoną głowa.
- Wszystko ok? Podszedł bliżej. Ujął mój podbrudek i pocałował delikatnie w usta. Spojrzałam Blakowi w oczy i przytuliłam mocno. On pocałował mnie w czoło.
Czułam się jak w bajce....

" i tym miłym akcentem kończe. Wyjeżdżam w sobote do hiszpani na 3tygodnie. Bede miała internet ale nie wiem czy bede miała czas aby dodać nowy rozdział. Ale napewno wróce z wieloma ciekawymi pomysłami na kolejne części.
Do zobaczenia!!
Kto wie.. Moze poznam tam takie Blaka? ^^

~ Wide Awake
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Polubisz?? http://www.facebook.com/pages/Masz-%C5%9Bliczne-oczka-od-dzisiaj-%C5%9Bpisz-ze-mn%C4%85/134196110051664?ref=hl

" Siedziałam w pokoju, był cały czerwony."
- Witam w moich skromnym progach. Głos wydawał mi się znajomy.
- Blake? Wydukałam. Czułam że ktoś łapie mnie za rękę, obróciłam się gwałtownie. Blake wpatrywał się we mnie. Chciałam uciec nie mogłam mu się wyrwać.
- Czemu ciągle cię widzę!? Wykrzyczałam mu prosto w twarz, on puścił moja dłoń i usiadł na skraju białego łóżka.
- Viola... muszę cię chronić. Jestem twoim stróżem. Cofnęłam się. Uderzyłam tyłem głowy o drzwi.
- Nie... to tylko sen. Otworzyłam drzwi i wybiegłam.
- Eh co!? Wyskoczyłam z łóżka. Tym razem swojego. Znowu byłam w swoim pokoju.
- Viola? Ktoś dotknął mojego ramienia.
- Blake!? Obróciłam się i zobaczyłam mamę.
- Kto? Nie ważne.. Ktoś czeka na dole. Wyszła z pokoju. Wyjęłam miętowy podkoszulek i jeansowe szorty z ćwiekami na kieszeniach. Zeszłam na dół.
- Ile można spać? Wstał i podszedł do mnie.
- Blake co ty tu? Próbowałam się opanować. Mama przecież nie wiedziała o moich snach itp.
- Wychodzę na zakupy. Powiedziała mama zamykając za sobą drzwi. Spojrzałam Blakowi prosto w oczy.
- Czemu mnie nękasz? Skrzyżowałam ręce na piersiach.
- Mówiłem ci już. Zatkało mnie, spodziewałam się odpowiedzi " o co ci chodzi!?, Zwariowałaś".
- Czyli te wszystkie sny... Złapałam się za głowe. Byłam w szoku. Usiadłam na kanapie.
Wtedy też w telewizji pojawiła się informacja o podłożonej bombie w obozie naszego wojska w Afganistanie.
- Tato! Zsunęłam się z kanapy i upadłam na kolana.
Blake podbiegł do mnie i przytulił. Moje łzy zmoczyły mu jego czarny podkoszulek z dekoltem w serek.
- Co się stało? Mama postawiła zakupy na stole. Spojrzała na telewizor po czym przyłożyła dłoń do ust.
- John.. Nie! Rozpłakała się. Wtuliła się w Blaka mocniej. On szeptał mi do ucha że wszystko będzie dobrze. W domu panowała cisza która przerwał telefon.
- Halo? Mamie drżał głos.Wyszła do kuchni. Rozmawiała dość długo. Wróciła do domu z lekkim uśmiechem.
- Nic mu nie jest. Odetchnęła z ulgą. Tym razem ryczałam ze szczęścia. Blake wciąż mnie przytulał. Chciałam żeby przytulał mnie tak cały czas.
  • awatar ραυℓα...♥: ♥.♥
  • awatar Gość: o.o coraz lepiej ci idzie .. ja ci to mówie to powinni wydać i serial zrobić ;D ♥
  • awatar Vanish♥: o jak by było szkoda jej taty, dobrze, że nic mu nie jest :) ten Blake jest coraz ciekawszy ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Za oknem deszcz. Siedziałam przy stole i rozgrzebywałam widelcem moją jajecznice. Mama stała przy oknie i piła kawę.
- Jadę do urzędu miasta. Włożyła kubek do zlewu.
- Po co? Podniosłam głowę znad talerza.
- Porozmawiać z burmistrzem na temat tych starych drzew koło basenu. Tobie może i nic się nie stało ale inni mogą nie mieć tyle szczęścia. Przewróciłam oczami, mama zabrała torebkę ze stołu i wyszła z domu.
Wyjęłam komórkę z kieszeni i wybrałam numer do Cassie. Pierwszy sygnał cisza, drugi cisza..
- Halo? Chyba dopiero się obudziła.
- Teraz już wiesz jak to jest gdy ktoś cię budzi. Zaśmiałam się.
- Wpadniesz?
- Jasne tylko się ogarnę. Rozłączyła się.
Wyjęłam z szafki kuchennej paczkę czipsów. Poszłam do salonu, położyłam czipsy na stole i włączyłam telewizor.
Cassie przyszła kilka minut później. Gniłyśmy przed telewizorem. Moja komórka zaczęła dzwonić.
- Cassie.. Podasz mi komórkę? jest na stole.
- Frunę niczym mucha do monitora w rytmach techniawy! Uniosłam brew.
- Co? Skąd ty znasz takie teksty?!
- Główka pracuje. Wczoraj wieczorem siedziałam przy kompie i akurat mucha cały czas latała koło mojego monitora... A to że brat wtedy słuchał techno na full to nie moja winna.. Uśmiechnęła się i zmieniła program. Wstałam i odebrałam komórkę.
- Halo? Dzwonił jakiś nie znany numer.
- Hej tu Blake. Zamarłam gdy usłyszałam to imię. Wszystkie wspomnienia z zeszłej nocy wróciły.
- Skąd masz mój numer? Głos mi drżał.
- Twoja koleżanka Cassie mi dała, może się spotkamy? Spojrzałam wtedy na nią ze złością. Cassie zakryła się poduszką.
- Wiesz... Nie dokończyłam zdania.
- Musisz mi jakoś podziękować za uratowanie.
- Nigdzie z tobą nie pójdę! Wrzasnęłam i rzuciłam telefon.
- Viola? Wszystko ok? Nie mogłam złapać tchu. Dusiłam się. Wszystko robiło się czarne, czułam że upadam na podłogę.

DAJ LIKE- http://www.facebook.com/pages/Masz-%C5%9Bliczne-oczka-od-dzisiaj-%C5%9Bpisz-ze-mn%C4%85/134196110051664?ref=hl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Na początek chciałam wam bardzo ale to bardzo podziękować za tyle pozytywnych komentarzy. Motywują mnie one do pisania. Jeszcze raz dzięki

"Stałam w ciemnym pokoju, oświetlało go jedynie kilka świec."
- "Ciesze się że żyjesz. Powiedział jakiś męski głos."
- "Kim jesteś!? Próbowałam się opanować. Byłam przerażona."
- "A gdzie maniery? Powinnaś mi podziękować za ratunek.."
Otworzyłam oczy, znowu leżałam w swoim łóżku. Zrobiło się zimno więc poszłam zamknąć okno. Zamarłam. Na gałęzi siedział Blake.
- No podziękuj. Puścił mi oko.
Zamrugałam kilka razy. Okazała się że nikogo tam nie ma. Podrapałam się po głowie i ruszyłam w stronę łazienki. Odkręciłam kurek z zimną wodą. Zmoczyłam twarz i spojrzałam w lustro. Cofnęłam się do tyłu. W lustrze było odbicie Blake. Czułam ze jestem o krok od zawału. Ktoś przytulił mnie od tyłu. Zaczęłam wrzeszczeć na całe gardło. Uścisk stał się mocniejszy.
- Podziękuj. Wyszeptał mi do ucha znajomy głos.
- Dziękuje!! Puszczaj! Dziękuje! Rzucałam się na wszystkie strony, w końcu uścisk rozluźnił się a ja wybiegłam z łazienki. Otworzyłam drzwi od pokoju kopniakiem. Chwyciłam aparat i upadłam na podłogę. Wykasowałam zdjęcie które zrobiłam Blakeowi. Wrzuciłam aparat na łóżko i rozpłakałam się.
- Przepraszam! Zostaw mnie w spokoju!Krzyczałam. Mama weszła cała blada do pokoju. Próbowała mnie jakoś uspokoić.
Zakryłam twarz rękami. Nie mogłam się opanować.
Mama przytuliła mnie mocno.
- Już dobrze Viola, jestem tu. Nie bój się. Szeptała mi do ucha i głaska po głowie.
Siedziałyśmy tak przez resztę nocy.

Daj Like To Ważne! http://www.facebook.com/pages/Masz-%C5%9Bliczne-oczka-od-dzisiaj-%C5%9Bpisz-ze-mn%C4%85/134196110051664
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Na szczęście to był tylko sen z którego wybudził mnie telefon Cassie.
- Viola chodź na basen
- A o której? Przetarłam oczy.
- Będe o 10. i rozłączyła sie.
Spojrzałam na zegarek, była 9:45. Wysokczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Latałam po domu jak szurnięta. Rozległ sie dzwonek do drzwi.
- 5minut wczeee... Nie mogłam uwieżyć własnym oczą. Wydawało mi sie że widze tego chłopaka z wczoraj. Nasze spojrzenia się spotkały. Utonełam w jego brązowych oczach. Cassie ze zdziwioną miną oglądneła sie do tyłu.
- Masz do niego szczęście. Zapoznam was! Chwyciła mnie za ręke.
Jej w takich chwilach nie da sie zatrzymać. Próbowałam uciec lecz bezskutecznie. Zaszłyśmy mu drogę.
- Hej! Jestem Cassie a to Viola. Czułam przypływ gorąca, mogłam sie tylko domyślić jaka jestem czerwona. Wolałam nie podnosić głowy.
- Blake.. Sorry ale się śpiesze. Poszedł dalej.
Cassie puściła moja dłoń.
- Jestem beznadziejna. Spuściłam głowe jeszcze bardziej.
- Nie masz doświadczenia. Pomogę Ci, spokojnie. Przytuliła mnie po czym odgarneła mi włosy z twarzy.
Podczas drogi na basen Cassie wciąż mnie pocieszała.
Wszystko toczyło sie jak zawsze. Kupiłyśmy bilety, znalazłyśmy miejsce i wskoczyłyśmy do basenu. Płynełam pod wodą, poczułam że ktoś mnie popycha. Wynurzyłam sie. Drzewo spadło kilka centymertów ode mnie. Po drugiej stronie wynurzył sie Blake. Na basenie zapadła cisza.
- Wszystko ok? Cassie zapytała płacząc.
Nie mogłam wydusić z siebie słowa.
- Viola! Viola powiedz coś! Krzyczała.
- Tam był Blake.. Wydukałam. Cała sie trząsłam.
- Wydawało ci się, nikogo tam nie było. Przytuliła mnie mocno.
Ratownicy pomogli mi wyjść z wody. Karetka zabrała mnie do szpitala. Do sali szpitalnej wbiegła mama. Od kiedy tata wyjechał na misje do Afganistanu jest kłębkiem nerwów. Trzymała mnie za ręke i pod nosem dziekowała Bogu że nic mi nie jest.
- Dzięki Bogu jesteś cała.. Rozpłakała się
Gdy wróciłam do domu zastanawiałam sie co stało sie na basenie. Chodziłam z kąta w kąt. Byłam pewna że go tam widziałam.
- Viola prześpij sie trochę. Wtedy do pokoju weszła mama.
Położyłam sie a ona przykryła mnie kocem.


DAJ LIKE TO WAŻNE: http://www.facebook.com/pages/Masz-%C5%9Bliczne-oczka-od-dzisiaj-%C5%9Bpisz-ze-mn%C4%85/134196110051664?ref=hl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
To był gorący lipcowy dzień. Jak zwykle spacerowałam po parku z moją przyjaciółką Cassie. Cassie jest szczupła, wysoka, ma blond włosy do pasa i piękne brązowe oczy. Uwielbia opowiadać o ciachach jakie znalazła na Facebooku. Mnie nie interesują takie rzeczy, wole aparat. Kocham fotografie. Lubie komuś lub czemuś robić zdjecie ale nie stać przed obiektywem. Jestem średniego wzrostu, podobno szczupła. Mam kasztanowe loki mniej wiecej do ramion i piwne oczy.
Spacerowałyśmy tak aż wkońcu doszłysmy do ukochanego miejsca Cassie czyli Skate Parku. Usiadła na ławce z której ma idealny widok na chłopaków. W tym czasie fotografowałam kwiaty. To mnie odprężało.
Nagle rozległ sie pisk Cassie. Oznaczało to tylko jedno. Cassie zobaczyła ciacho.
- Kogo tam widzisz? Podeszłam do niej i spytałam choć tak naprawdę zbytnio mnie to nie interesowało.
- Patrz to ten z 2H! Mówiła z podnieceniem w głosie. Ten gość od dawna jej sie podobał. Mój wzrok przyciągnoł jednak ktoś inny. Wysoki, lekko umieśniony brunet. Siedział pod drzewem i grał na gitarze.
- A ten? Pokazałam dyskretnie palcem.
- Całkiem, Całkiem. Chyba nowy. Trzeba zanotować! Wyjeła notesik z torebki.
Kusiło mnie żeby zrobić mu zdjęcie. Pomyślałam raz sie żyje. Zrobiłam zdjęcie i uciekłam do domu.
Mama oglądała telewizje. Poszłam do siebie i położyłam sie na łóżku. Włączyłam laptopa. Cassie oczywiście była na skype. Zadzwoniłam do niej.
- Jaka ja jestem głupia! Chwyciłam sie za głowe.
- Niby czemu?
- A jeśli on widział ze robię mu zdjęcie?!
- Nie sądze.
Panikowałam tak przez resztę wieczoru. Wkońcu poszłam spać.
Leżałam pod drzewem. Słońce świeciło, dookoła było zielono. Wszystko wyglądało pięknie. Obróciłam głowe. Obok leżał brunet z parku. Czułam sie dziwnie. Chyba zwariowałam..


DAJ LIKE- http://www.facebook.com/pages/Masz-%C5%9Bliczne-oczka-od-dzisiaj-%C5%9Bpisz-ze-mn%C4%85/134196110051664
 

 
Hej! Od dzisiaj zaczynam pisać bloga na pinger.
Na blogu będe publikowała moje opowiadanie które nie ma tytułu (nie mam pomysłu) i wciąż powstaje.
Mam nadzieje że wam sie spodoba.


A tak z innej beczki. Polubicie? http://www.facebook.com/pages/Masz-%C5%9Bliczne-oczka-od-dzisiaj-%C5%9Bpisz-ze-mn%C4%85/134196110051664?ref=hl
Bardzo mi na tym zależy.
 


MusicPlaylist
Music Playlist at MixPod.com