• Wpisów: 38
  • Średnio co: 49 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 15:11
  • Licznik odwiedzin: 5 060 / 1948 dni
 
wakinglives
 
Tata na szczęście nie zabił mnie za moje zakupy, no może trochę go zatkało i zrobił wielkie oczy... Ale... żyje :)
Obudziłam się w pustym domu bo ojciec poszedł do pracy. Od razu włączyłam laptopa i weszłam na facebooka.
Miałam jedną wiadomość od Jennifer.
„ Van pamiętasz jeszcze Joe? Zerwałaś z nim tydzień przed wyjazdem. Już ma inną, taką Kristen z katolickiej szkoły. Podobno spotykali się o miesiąca.”
Wkurzyłam się, tak szybko znalazł sobie pocieszenie?! Mówił że mnie kocha i w ogóle, on mnie zdradzał! Co za świnia!
Cieszę się że Jennifer mi o tym powiedziała bo wciąż za nim tęskniłam. „ Vanessa spokojnie, to tylko pospolity dupek. Jesteś w hiszpani, tu są latynosi. Spokojnie.” Próbowałam się uspokoić ale byłam gotowa iść na nogach do Campbridge i dać mu w twarz.
Chodząc po domu i łapiąc się za głowę znalazłam małe pudełeczko, a w nim nasze wspólne zdjęcie i małego misia którego mi dał.
Ubrałam się i zabrałam pudełeczko ze sobą. Postanowiłam wyrzucić je do rzeki Ebro która przepływa przez park.
Idąc zastanawiałam się jak mogłam być aż tak naiwna, spotykał się z inną od miesiąca. Idąc do parku szłam przez most zakochanych gdzie przypinali kłódki ze swoimi imieniami.. To było potworne uczucie. Przyznam że wręcz biegłam przez ten most. W końcu jednak dotarłam do parku, podeszłam do barierki i wyjęłam misia z pudełka. Zamknęłam oczy i wrzuciłam go wprost do rzeki. Następnie zdjęcie. Przedarłam je na pół. Część na którym był Joe również wrzuciłam do rzeki natomiast zdjęcie ze mną schowałam do kieszeni. Powstrzymując łzy patrzyłam jak odpływa.
- Vanessa? Odwróciłam się. To był Brendan który grał z kolegami w piłkę. – Co to jakieś rytuały? Zaśmiał się do kolegów.
- Nie ważne. Odpowiedziałam chłodno. Skrzyżowałam ręce na piersi a Brendan podszedł do mnie bliżej.
- Ej. Chodź z nami pograć co ci szkodzi? Nie będziesz przynajmniej zaśmiecać rzeki. Zgodziłam się. Brendan położył mi rękę na ramieniu i zaprowadził do kolegów. Stałam i patrzyłam się na nich a oni na mnie. – A no tak, To jest Alex, Pablo i Natan.
- Hej. Jestem Vanessa. Uśmiechnęłam się do nich choć czułam się trochę nie zręcznie.
- Więc Vanessa, będziesz grała w drużynie z Alexem.
- 2 na 3? Zdziwiłam się, ale przyznam że propozycja gry z Alexem w jednej drużynie była całkiem całkiem ;)
- Hahaha. Alex gra za dwóch. Zaśmiał się jeden z chłopców z tego co pamiętam chyba ma na imię Natan.
- Dobra gramy! Wykrzyczał Pablo i położył piłkę na ziemi.
- Ja stoję na bramce. Poklepał mnie po ramieni Alex. Zdrętwiałam na chwile i chyba zrobiłam się lekko czerwona.
- To kto zaczyna? Zapytał Natan stojący na bramce drużyny przeciwnej.
- Wiesz, panie mają pierwszeństwo. Uśmiechnął się do mnie Brendan a ja tylko przewróciłam oczami. Zaczęła się gra. Szło mi nawet dobrze. Starałam się nie ośmieszyć przy nich. Udało mi się nawet strzelić gola, co bardzo zdziwiło chłopaków.  Po meczu poszliśmy na coś do picia.
- Więc skąd jesteś? Zapytał Natan podając mi sok.
- Z Campbridge, w Anglii.
- O fajnie. Nigdy nie byłem w Anglii. Uśmiechnął się Brendan.
- To skąd jesteś?
- Z Miami na Florydzie.
- Cholernie daleko. Stwierdziłam biorąc łyk soku.
- Przyjeżdżam tu na wakacje. Mój brat tu mieszka.
To był bardzo miły dzień. W końcu kogoś tu poznałam. I mam numer telefonu Alexa... oraz Pablo i Natana.
Dzięki nim kompletnie zapomniałam o Joe. :)

f2715a687820d9c8e289d84.jpeg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego