• Wpisów: 38
  • Średnio co: 49 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 15:11
  • Licznik odwiedzin: 5 060 / 1948 dni
 
wakinglives
 
Dzisiaj pierwszy raz od przeprowadzki miałam rozmawiać z mamą. Byłam podekscytowana bo tyle chciałam jej opowiedzieć. Jak tu jest pięknie i o ludziach których poznałam. Zawsze potrafiłam pogadać z mamą o chłopakach. Co bardzo dziwiło moje koleżanki. Teraz może trochę mi tego brakuje, ale zawsze mogę zadzwonić do niej.
- Halo? Ekran komputera zamigał. „Pierdzielony Skype!”
- Vanessa? Usłyszałam głos mamy i aż zebrało mi się na łzy. Bardzo za nią tęsknie ale nie dałabym rady dłużej żyć z Tomem i jego zasadami.
- Co u was? Tak naprawę chodziło mi co u mamy ale wiedziałam że Tom gdzieś się tam kręci. „Boże, co za upierdliwy człowiek”
- Wszystko dobrze lepiej mów co u ciebie?!
- Też ok! Nawet nie wiesz jak tu jest pięknie. Gadałam jak nakręcona, chyba z 2 godziny. Pewnie trwało by to dłużej gdyby nie telefon Alexa! „ Alex zadzwonił!!! Jestem w niebie!!”
- Halo? Powiedziałam to trochę jakbym dopiero się obudziła.
- Spałaś? Gdy usłyszałam jego głos aż mnie zatkało.. „ Powiedz coś! Vanessa powiedz co kolwiek!”
- Nie... Co u ciebie?
- Dobrze, słuchaj gramy dzisiaj mecz wpadniesz?
- Ale że w parku?
- Nie na stadionie. Będziesz nam kibicować? Aż poklepałam się po głowie. „ Idiot! Idiot! Ale że w parku? Idiot!!”
- Pewnie. A o której?
- Za godzinę pod lodowiskiem. I rozłączył się. Od razu wrzuciłam całą szafę na łóżko. Wtedy mój laptop piknął. Jennifer na Skype! Szybko nacisnęłam opcje: rozmowa wideo. Na szczęście odebrała.
- Jennifer pomocy! Wyłoniłam się spod sterty ciuchów.
- Co się stało?!
- Nie mam w co się ubrać!!
- Z kim, miejsce.
- Alex, Pablo, Natan i Brendan, Stadion. Wydukałam.
- Załóż to, to i do tego to! Wskazywała po kolei na rzeczy a ja tylko przytakiwałam. Pobiegłam do łazienki by się ubrać. – No cały stadion twój.
- Dzięki! Musze lecieć! Zamknęłam laptopa i wybiegłam z domu. Biegłam przez miasto co o tej porze bywało dość trudne gdyż jest to prawdziwy tor przeszkód.
- Van! Wpadłam na Brendana który wychodził z domu.
- Też na mecz?
- Nio. Odgarnął mi włosy z twarzy, pokręciłam tylko głową i pociągłam go za rękę.
- No chodź. Biegliśmy razem. Brendan cały czas się ze mną ścigał. Ja niestety nie miałam już siły. – Stój!!! To tutaj! Wykrzyczałam by się zatrzymał. Spojrzałam w stronę lodowiska. Był już tam Pablo, Natan i Alex. – Brendan? Rozglądnełam się a jego nie było. Zrezygnowałam z dalszego szukanie go i poszłam do chłopaków.
- Hej. Właśnie zgubiłam Brendana.
- Chyba go widzę.... Pokazał palcem Natan. Faktycznie to był Brendan niosący wielką pakę czipsów.
- A co z biletami? Spojrzałam na Alexa i oczekiwałam odpowiedzi od niego... Jednak był zbyt zajęty sprawdzaniem Twittera.
- Macie Vipowskie miejsca! Raczył mi odpowiedzieć, ale nawet na mnie nie spojrzał.
- Czyli ławkę rezerwowych. Szturchnął go Pablo. – Idziemy?
Ruszyliśmy. Pablo i Alex szli z przodu natomiast ja z Natanem trzymaliśmy się z tyłu i wyjadaliśmy Brendanowi czipsy. Nagle zadzwoniła moja komórka.
- One Direction!? Zakrztusił się Natan. Wkurza mnie gdy ktoś tak reaguje na 1D. Nie rozumiem tego.
- Halo?
- Zacznijmy od nowa.
- Pomyłka! Wydarłam się do telefonu. Jak Joe miał czelność dzwonić i prosić o drugą szanse. Ledwo się opanowałam. Co ja w nim widziałam!? -,-
Wreszcie doszliśmy na stadion. Chłopcy poszli do szatni a ja z Brendanem zajęłam swoje miejsca. Okazało się że jestem jedyną dziewczyną na ławce ale nad tym myślałam. Wiem, powinnam zapomnieć i cieszyć się meczem ale nie potrafię! Joe podniósł mi ciśnienie i to bardzo -,-
Nie mogłam się skupić na meczu, cały czas miałam ochotę go rozszarpać.
- Van? Popstrykał mi przed oczami Brendan, to okropne przez rozmyślenia o Joe przegapiłam mecz. Wstałam i chciałam iść pogratulować chłopakom świetnej gry lecz zamarłam. Jakaś blondi przytulała Alexa! Jest już na mojej czarnej liście i to z wykrzyknikiem a nawet dwoma! Gorzej już chyba być nie może!
Spojrzałam w górę.
- Aż tak Cię to bawi!? Wkurzona powiedziałam że muszę wracać do domu i pomóc tacie.

*Strój Vanessy*
295224_404681462913994_1297045703_n.jpg


24625968002c297150446cbb.jpg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego