• Wpisów: 38
  • Średnio co: 49 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 15:11
  • Licznik odwiedzin: 5 060 / 1948 dni
 
wakinglives
 
Wciąż rozpaczam po tym co się stało. Nie rozumiem czemu mnie oszukiwały.. Lepiej byłoby dla nas wszystkich gdybyśmy były szczere i po prostu sobie powiedziały "sorry nie lubię cię, zakończmy to." i tyle. Nie musiałyby nawet mówić czemu. Jeszcze Joe, ciekawe czy chodził ze mną dla zabawy. Wydaje mi się ze tak, ale ja z nim nie. Od dawna mi się podobał, nie tylko z wyglądu ale i charakteru. Jeszcze moja mama go bardzo lubiła! A to był już jakiś cud, bo moja mama jak słyszy o chłopcach to od razu złamane serce, ciąża, wykorzystanie, zaniedbanie nauki w skrócie same czarne scenariusze!Może przez własne wspomnienia bo urodziła mnie gdy miała zaledwie 17 lat. Jak widać bardziej wdałam się w tatę i to nawet lepiej, który mimo młodego wieku potrafił nad wszystkim zapanować i cieszyć się życiem.
Ale nie ważne. Postanowiłam ze dzisiaj znajdę prace, koniec obijania się! A poza tym brakuje mi kasy a mam kilka planów. ;)
No wiec chodziłam po mieście jak sierota i rozglądałam się za jakimś ogłoszeniem o prace. Jak na złość nigdzie nie potrzebowali pracowników, nawet w zakichanym McDonaldzie! -,-
Jeszcze na dodatek zaczęło padać, No po prostu super! Co jeszcze Alex miziający się z jakaś dziewczyna? Już zaczęłam się rozglądać za nim aż tu ujrzałam Juana pukającego w szybę wystawy. Weszłam do księgarni a pani Gomez od razu przywitała mnie szczerym uśmiechem.
- Dzień Dobry Vanesso!
- Dzień Dobry, Cześć Juan.
- Hej, co u ciebie?
- Vanessia! Zza regalu wybiegła Miquela. Byłam zdziwiona ze pamięta moje imię, przecież widziałyśmy się raz.
- Hej Miguela! Przytuliłam ja po czym pobiegła do mamy.
- Spoko, szukam jakiejś pracy a u ciebie?
- Tez spoko szukasz pracy? Czekaj zapytam się mamy. Stałam i patrzyłam na rozmawiających Juana i panią Gomez. Mam nadzieje że słyszeli o jakiejś pracy.
- Vanesso a nie chciałabyś u nas pracować? Szukamy kogoś do pomocy.
- Serio?! To wspaniale. Aż podskoczyłam z radości. Lepiej być nie mogło. Praca z przyjaznymi ludźmi, blisko domu. Po prostu wspaniale.
- Gratuluje, zaczynasz jutro o 10 . Uścisnęła mi dłoń i wróciła do zamiatania podłogi. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać Sms do taty, żeby mu się pochwalić.
- No to będziemy mogli się lepiej poznać.  Uśmiechnął się do mnie Juan i poszedł na zaplecze. Cała w skowronkach wracałam do domu. Aż tu nagle idzie Alex, Pablo, Natan, Brendan i jakaś blondynka.
- Gdzie byłaś? Dzwoniliśmy!. Naskoczyli na mnie Pablo i Natan, Alex jak zawsze stał z tyłu, oczywiście pisał coś na komórce.
- Szukałam pracy. Od dziś pracuje w księgarni . Wymienili się spojrzeniami. Stałam przed nimi z założonymi rękami.
- Oh jak dobrze że ja nie muszę pracować. Westchneła jakaś farbowana blondynka. Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Miałam ochotę zedrzeć jej ten złośliwy uśmieszek z twarzy.
- A ty to niby kto? Uniosłam brew. Po wyglądzie można wywnioskować że to pinda albo inaczej jak to mówiła Amanda „Panna ĘĄ.” Nie lubię takich dziewczyn, a w starej szkole było takich pełno... Ba, nawet chodziłam z kilkoma do klasy.
- Ana. A ty pewnie jesteś Vanessa. No chłopcy, skoro nasza Vanessa pracuje to ja jutro pogram z wami w piłkę. To co Alex chcesz grać ze mną w jednej drużynie? Położyła mu rękę na ramieniu a on podniósł wzrok znad telefonu.
- Pewnie. Z wielką przyjemnością. Odpowiedział jej z wielkim uśmiechem na twarzy. Aż mnie zatkało, czy to sen!? Proszę powiedzcie że to sen!
- Muszę iść. Obróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam w stronę domu. A miał być taki piękny dzień. Kto by pomyślał że taka Ana potrafi go zniszczyć w sekundzie.

a54221500010a4a650424d58.jpg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego